Czym była „Solidarność”? W poszukiwaniu endeckiego tropu interpretacyjnego

Obchody rocz­nicy wpro­wa­dze­nia stanu wojen­nego w Pol­sce pono­wiły dys­ku­sje wokół istoty „Soli­dar­no­ści” i tego co się wyda­rzyło w grud­niu 1981 roku. W reflek­sji tej uczest­ni­czyła też prawa strona debaty inte­lek­tu­al­nej. Nie mam oczy­wi­ście na myśli PiS-u i Insty­tutu Pamięci Naro­do­wej, bo opi­nie tych śro­do­wisk w kwe­stii stanu wojen­nego i „Soli­dar­no­ści” są oczy­wi­ste i powszech­nie znane, lecz poglądy arty­ku­ło­wane w pra­wi­co­wych śro­do­wi­skach niszo­wych takich jak „Myśl Pol­ska” czy por­tal Konserwatyzm.pl. To w tych śro­do­wi­skach domi­nuje nar­ra­cja bar­dzo nie­przy­chylna związ­kowi zawo­do­wemu „Soli­dar­ność”, która odma­wia zna­cze­nia prze­mia­nom zaini­cjo­wa­nym w latach 80-tych. Domi­nuje pogląd, że zwią­zek zawo­dowy był śro­do­wi­skiem syn­dy­ka­li­stycz­nym i rosz­cze­nio­wym, zdo­mi­no­wa­nym przez lewi­cowy Komi­tet Obrony Robot­ni­ków, który w myśl dia­lek­tyki mark­sow­skiej wal­czył o „świa­do­mość kla­sową” straj­ku­ją­cych. Sam gene­rał Jaru­zel­ski kry­ty­ko­wany jest nie tyle za wpro­wa­dze­nie stanu wojen­nego (bo to zda­rze­nie oce­niane jest pozy­tyw­nie) lecz za to, że w 1989 roku oddał wła­dzę soli­da­ru­chom. Mało tego, uczy­nił to w poro­zu­mie­niu ze śro­do­wi­skami zachod­niej finan­sjery, co skut­ko­wało wyprze­dażą pol­skiego majątku naro­do­wego w kolej­nych latach transformacji.

Celem poniż­szego arty­kułu nie jest pod­wa­ża­nie powyż­szego punktu widze­nia, gdyż w wielu miej­scach jest on słuszny, lecz przed­sta­wie­nie wizji alter­na­tyw­nej, która rów­nież posiada ziarna prawdy, a która – nie wie­dzieć czemu – w ogóle nie jest obecna w pra­wi­co­wej deba­cie. Mam na myśli pogląd, że „Soli­dar­ność” była wiel­kim ruchem ogól­no­na­ro­do­wym, budo­wa­nym od dołu ku górze, który można porów­nać do Ligi Naro­do­wej i jej dzia­łań na rzecz budowy tkanki spo­łecz­nej i pol­skiej świa­do­mo­ści naro­do­wej na prze­ło­mie XIXXX wieku. Będę zatem pisał o endec­kim tro­pie w inter­pre­ta­cji „Soli­dar­no­ści”, bo taki trop rów­nież ist­nieje, o czym świad­czy publi­cy­styka Ruchu Mło­dej Pol­ski (RMP) z lat 80-tych, czę­ściowo pozo­sta­jące w orbi­cie wpły­wów RMP pisar­stwo Lecha Bąd­kow­skiego czy też poglądy nie­któ­rych naro­dow­ców star­szej daty, jak. np. Woj­cie­cha Wasiu­tyń­skiego. Przy­po­mnijmy, że RMP było jedy­nym pra­wi­co­wym ugru­po­wa­niem z okresu wcze­snej „Soli­dar­no­ści”, odwo­łu­ją­cym się przy tym do spu­ści­zny endec­kiej. To na łamach pism RMP: „Brat­niaka” i „Poli­tyki Pol­skiej” wypra­co­wy­wano też narzę­dzia inter­pre­ta­cyjne pozwa­la­jące zro­zu­mieć sens wyda­rzeń z lat 80-tych.

Lech Mażew­ski nazwał kie­dyś spo­sób budowy struk­tur „Soli­dar­no­ści” i jej tak­tykę „pomor­skim mode­lem obrony czyn­nej” świa­do­mie nawią­zu­jąc do ter­minu „obrony czyn­nej” wpro­wa­dzo­nego u schyłku XIX wieku przez Naro­dową Demo­kra­cję w nawią­za­niu do popu­lar­nej pracy Zyg­munta Mił­kow­skiego „Rzecz o obro­nie czyn­nej i skar­bie naro­do­wym” z 1887 roku. W uję­ciu tym stro­niono od podej­mo­wa­nia dzia­łań rady­kal­nych i insu­rek­cyj­nych wio­dą­cych do roz­lewu krwi, z dru­giej zaś nie wystrze­gano się walki o nie­pod­le­głość. Zwo­len­nicy sto­so­wa­nia powyż­szego ter­minu stali na sta­no­wi­sku, iż Mię­dzy­za­kła­dowe Komi­tety Straj­kowe wycią­gnęły trzeźwe wnio­ski z tra­ge­dii lat 70-tych, które cha­rak­te­ry­zo­wały się krwa­wym star­ciem z komuną. Jak pisał Lech Bąd­kow­ski – pisarz współ­pra­cu­jący z RMP, kaszub­ski piewca samo­rządu tery­to­rial­nego, a także pierw­szy rzecz­nik „Soli­dar­no­ści” w arty­kule zamiesz­czo­nym w „Brat­niaku”: „Grudzień-Sierpień. Dzie­sięć nie stra­co­nych lat”: „Gru­dzień ’70 może być uznany za począ­tek ruchu samo­dziel­no­ści spo­łe­czeń­stwa, […] za kamień milowy pro­cesu for­mo­wa­nia się postaw reali­stycz­nych w twór­czym zna­cze­niu słowa”.

Tak­tyka ta nie wyklu­czała wyko­rzy­sta­nia legal­nych metod dzia­ła­nia, a nawet swego rodzaju poro­zu­mie­nia z komu­ni­stami. Bąd­kow­ski pra­gnął budo­wać siłę wła­snego narodu poprzez samo­or­ga­ni­za­cję spo­łeczną, dążąc do „wpi­sa­nia struk­tury swo­bod­nej w struk­turę sztywną”. W uję­ciu tym akcen­to­wano koniecz­ność per­ma­nent­nej czuj­no­ści i naci­sku na komu­ni­styczną wła­dzę, zmu­sza­ją­cego ją do respek­to­wa­nia praw oby­wa­tel­skich. Publi­cy­ści Ruchu Mło­dej Pol­ski stro­nili tym samym od metod rady­kal­nych będąc zwo­len­ni­kami osią­ga­nia swo­ich celów w per­spek­ty­wie dłu­go­fa­lo­wego mar­szu. Nie­prze­my­ślane kroki i fascy­na­cję rewo­lu­cyj­nymi meto­dami walki okre­ślali mia­nem ducha troc­ki­stow­skiego, który był sza­le­nie nie­bez­pieczny dla nie­wy­ro­bio­nych poli­tycz­nie umy­słów naszej młodzieży

Trudno nie dostrzec podo­bień­stwa powyż­szych zasad do tak­tyki, która przy­świe­cała Lidzie Naro­do­wej i filo­zo­fii jej sto­sunku wobec zabor­ców na prze­ło­mie XIXXX wieku. Trudno nie dostrzec podo­bień­stwa poglą­dów w oce­nie powstań naro­do­wych czy rewo­lu­cji. Zwo­len­nicy powyż­szej ana­lo­gii pod­kre­ślali, iż nie było przy­pad­kiem, że „Soli­dar­ność” powstała na Pomo­rzu, w regio­nie, w któ­rym w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym silne struk­tury posia­dała Naro­dowa Demo­kra­cja. Należy pamię­tać, że zawsze silny był tu etos pozy­ty­wi­styczny w myśl kon­cep­cji „pracy u pod­staw”, funk­cjo­no­wało też wiele oddol­nych orga­ni­za­cji opar­tych na pracy organicznej.

Powróćmy jed­nak do „kar­na­wału Soli­dar­no­ści” lat 1980 - 1981. Podej­ście „od dołu ku górze” przy­świe­cało wów­czas spo­so­bom arty­ku­la­cji pra­cow­ni­czych inte­re­sów. Załogi robot­ni­cze zrazu wysu­wa­jąc wyłącz­nie postu­laty socjalne w toku wła­snego samo­roz­woju wkra­czać poczęły w krąg wiel­kiej poli­tyki, do któ­rej siłą rze­czy musiały doro­snąć w prze­ciągu kilku mie­sięcy. Zda­niem Jadwigi Sta­nisz­kis nastę­po­wała ewo­lu­cja form robot­ni­czego pro­te­stu: od popu­li­stycz­nego, przez kor­po­ra­cyjną repre­zen­ta­cję inte­re­sów kla­so­wych (1976-1980), aż do arty­ku­la­cji form inte­re­sów naro­do­wych, czego sym­bo­lem była „Soli­dar­ność”. W okre­sie od sierp­nia 1980 do grud­nia 1981 „Soli­dar­ność” ze związku zawo­do­wego prze­ro­dziła się w masowy ruch o cha­rak­te­rze społeczno-niepodległościowym. W  szczy­to­wym okre­sie do „Soli­dar­no­ści” nale­żało 10 mln Pola­ków. Oczy­wi­ście nie wszyst­kie orga­ni­za­cje mające wpływ na Mię­dzy­za­kła­dowe Komi­tety Straj­kowe zdo­łały się ode­rwać od logiki „rosz­czeń robot­ni­czych”, czego przy­kła­dem był KOR posia­da­jący ogromny wpływ na zwią­zek, nie­mniej w szer­szym wymia­rze sta­wało to się faktem.

Cyto­wany wyżej Bąd­kow­ski – w duchu RMP i metod endec­kich - kry­ty­ko­wał także popu­larne w sze­re­gach korow­skiego odłamu „Soli­dar­no­ści” akcje straj­kowe i sabo­taże gdyż ude­rzały one w dobro pań­stwa. „Jeżeli wsz­czę­cie strajku i sku­teczne pro­wa­dze­nie go do końca było przed­się­wzię­ciem wie­lo­stron­nie trud­nym i ryzy­kow­nym, to pod­ję­cie pracy kon­struk­tyw­nej w uzdra­wia­niu spo­łe­czeń­stwa i pań­stwa jest zada­niem jesz­cze trud­niej­szym i znacz­nie bar­dziej zło­żo­nym; spaja się z nim wzmo­żona odpo­wie­dzial­ność.” – pisał Bąd­kow­ski w arty­kule wyda­wa­nego przez sie­bie dodatku do Dzien­nika Bał­tyc­kiego „Samo­rząd­ność”. Nie­długo potem, w wywia­dzie z lipca 1982 roku Bąd­kow­ski uznał wpro­wa­dze­nie stanu wyjąt­ko­wego za krok konieczny i nie do unik­nię­cia, choć wyra­ził pogląd, że rzą­dzący Pol­ską gene­ra­ło­wie nie­wła­ści­wie wyko­rzy­stali szanse, które stwa­rzały nad­zwy­czajne okoliczności.

Podo­bień­stwo do ende­cji dostrze­galne jest także w poglą­dach mło­do­po­la­ków na temat sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej. Kon­ste­la­cja geo­po­li­tyczna oparta na soju­szu z ZSRR uwa­żana była w tym śro­do­wi­sku za sta­bilną i w miarę trwałą. Alek­san­der Hall, nie­for­malny lider RMP w tek­stach „Wobec Rosji” (1981) i „Czyn­nik stały – Rosja” (1984) sprze­ci­wiał się popu­lar­nej w krę­gach nie­pod­le­gło­ścio­wych pro­me­tej­skiej kon­cep­cji Pol­ski jako anty­ro­syj­skiego Pie­montu. Wów­czas, jak pisał Hall, Pol­ska mogłaby się stać „samo­palną ofiarą”, poświę­coną dla szczyt­nego celu „uwol­nie­nia ludz­ko­ści od czer­wo­nego caratu”.  „Można bar­dzo nie lubić Rosji – pisał – nawet jej nie­na­wi­dzić, ale zawsze miłość do Pol­ski i odpo­wie­dzial­ność za nią muszą być sil­niej­sze, niż te nega­tywne uczu­cia”. Tak­tyka Halla zakła­dała rów­nież „warun­kowe” uczest­nic­two w Ukła­dzie War­szaw­skim. Nie zry­wała ona z postu­la­tem nie­pod­le­gło­ści, nasta­wiała się jed­nakże na długi marsz, ze świa­do­mo­ścią celu nad­rzęd­nego przy rezy­gna­cji z metod rady­kal­nych i rewo­lu­cyj­nych, z któ­rych korzy­ści mogą wycią­gnąć inni.

Trudno nie oprzeć się wra­że­niu, że tak­tyka ta z per­spek­tywy lat oka­zała się słuszna i dopro­wa­dziła do odzy­ska­nia przez Pol­skę nie­pod­le­gło­ści w 1989 roku, choć Ina­czej twier­dzili oczy­wi­ście rady­ka­ło­wie z Soli­dar­no­ści Wal­czą­cej, Wol­nych Związ­ków Zawo­do­wych czy  Fede­ra­cji Mło­dzieży Wal­czą­cej, któ­rym nie w smak był „okrą­gły stół” i poko­jowe prze­ka­za­nie wła­dzy przez komu­ni­stów stro­nie soli­dar­no­ścio­wej. Jed­nak to nie oni napi­sali histo­rię i nie mogą się z tym fak­tem pogo­dzić do dzi­siaj. Podob­nie jak w począt­kach XX wieku, gdy tak­tyka Dmow­skiego przy­nio­sła Pol­sce nie­pod­le­głość, a przy­naj­mniej do niej się wal­nie przy­czy­niła; podob­nie w latach 80-tych rów­nież sta­nę­li­śmy na nogi dzięki poli­tyce małych krocz­ków. I powyż­sze podej­ście w niczym nie umniej­sza nega­tyw­nej oce­nie, tego co wyda­rzyło się w Pol­sce po 89-roku w odpo­wie­dzi na pyta­nie, czy umie­li­śmy, czy też nie z ofia­ro­wa­nej nam wol­no­ści korzystać.

Reasu­mu­jąc, prze­miany lat 80-tych w Pol­sce wpro­wa­dziły nową jakość na pol­ską scenę poli­tyczną, którą można inter­pre­to­wać przy pomocy tzw. szkoły endec­kiej (praca orga­niczna, induk­cjo­nizm, tak­tyka małych krocz­ków, budo­wa­nie struk­tur spo­łecz­nych od dołu ku górze, orien­ta­cja geo­po­li­tyczna). Oczy­wi­ście można też ją inter­pre­to­wać przy pomocy innych metod ana­li­tycz­nych, tych z gatunku KOR-u, Andrzeja Gwiazdy, „Soli­dar­no­ści Wal­czą­cej” i ich dzi­siej­szych epi­go­nów. Zdaję sobie sprawę, że ist­nieje wiele róż­nić pomię­dzy Ligą Naro­dową z początku XX wieku, a „Soli­dar­no­ścią”. O ile ta pierw­sza była ruchem ogól­no­na­ro­do­wym sto­ją­cym na straży soli­da­ry­zmu naro­do­wego, druga kla­so­wym i odwo­łu­ją­cym się do soli­da­ry­zmu pra­cow­ni­czego; pierw­sza budo­wała pol­ską klasę śred­nią opartą na eto­sie pracy, druga cemen­to­wała rosz­cze­nia robot­ni­cze, choć nakie­ro­wy­wała je jed­no­cze­śnie na pewien wyż­szy, ogól­no­na­ro­dowy wymiar. W ten spo­sób „Soli­dar­ność” przy wszyst­kich jej man­ka­men­tach była narzę­dziem na upodmio­to­wie­nie pol­skiego spo­łe­czeń­stwa, co nasuwa już dość wyraźne ana­lo­gie z ruchem naro­do­wym. A to czy pol­skie spo­łe­czeń­stwo potra­fiło sko­rzy­stać z szansy, którą ofia­ro­wał jej los to już inna sprawa.  Tak czy ina­czej jed­no­znacz­nie pozy­tyw­nie należy oce­nić rolę gene­rała Woj­cie­cha Jaru­zel­skiego w kon­so­li­da­cji „Soli­dar­no­ści”. Ów zimny prysz­nic, jakim był stan wojenny pozwo­lił orga­ni­za­cji i jej lide­rom wyro­snąć z wieku dzie­cię­cego i jego uto­pij­nych rosz­czeń. Stąd „Soli­dar­ność” dru­giej połowy lat 80-tych była ruchem dużo bar­dziej doj­rza­łym i potra­fią­cym upra­wiać realną grę poli­tyczną, ani­żeli „Soli­dar­ność” lat 1980-81.

 

Michał Gra­ban