W obronie rozpieszczanych zwierząt !

Uwaga. Zły pan” – takie hasła wid­nieją od jakie­goś czasu na pla­ka­tach umiesz­czo­nych w gablo­tach wiat przy­stan­ko­wych w naszym kraju. Pla­kat w spo­sób suge­stywny przed­sta­wia wychu­dzo­nego psa, będą­cego zapewne ofiarą złego - oględ­nie mówiąc - trak­to­wa­nia ze strony swego nie­ludz­kiego pana. Na innych wia­tach widzimy łzy psa przy­po­mi­na­jące ogniwa łań­cu­cha. Jak się dowie­dzia­łem z Inter­netu pla­katy zostały wyse­lek­cjo­no­wane w ramach 20-tej edy­cji kon­kursu gale­rii Pla­katu AMS. Głów­nym punk­tem pro­jektu są otwarte kon­kursy na pla­kat o tema­tyce spo­łecz­nej i kul­tu­ral­nej. Tym razem kon­kurs reali­zo­wany była pod hasłem „Zwie­rzę też czło­wiek”. Cho­dziło w nim o zapro­jek­to­wa­nie pla­katu na temat praw zwie­rząt do „god­nego życia”. Temat spo­tkał się z ogrom­nym zain­te­re­so­wa­niem twór­ców. Na kon­kurs napły­nęło aż 779 projektów.

Żeby nie było nie­po­ro­zu­mień oso­bi­ście uwa­żam całą akcję za szla­chetną, acz nieco naiwną. Ist­nieje oczy­wi­ście poważny pro­blem nie­ludz­kiego trak­to­wa­nia zwie­rząt, o czym dono­szą nie­mal codzien­nie media, zawia­da­miane przez akty­wi­stów orga­ni­za­cji ochrony praw zwie­rząt w naszym kraju i za gra­nicą. Pominę naj­bar­dziej dra­styczne przy­kłady znę­ca­nia się nad zwie­rzę­tami gdyż wyni­kają one z jakiś zbo­czeń i dewia­cji. Idio­ty­zmem jest  na ten przy­kład wyrzu­ca­nie psów do lasu w sytu­acji gdy się już nimi znu­dzimy bądź nie wiemy co z nimi zro­bić gdy wyjeż­dżamy na waka­cje. Zda­rzają się przy­padki przy­wią­zy­wa­nia psów do drzew w lesie. Wszystko to prawda.

Ist­nieje jed­nak inny pro­blem, który nie­wie­dzieć czemu jest prze­mil­czany, a który rów­nież dotyka dobra zwie­rząt. Uprze­dza­jąc ten pro­blem zadam może reto­ryczne pyta­nie: który depar­ta­ment  Ani­mal Rescue Pol­ska czy Towa­rzy­stwa Opieki nad Zwie­rzę­tami w Pol­sce bądź innej tym podob­nej orga­ni­za­cji – bie­rze w obronę zwie­rzęta, które mają nado­pie­kuń­czych panów? Już widzę zdzi­wie­nie na twa­rzach nie­któ­rych czy­tel­ni­ków. Czy jed­nak zaprze­czymy, że ist­nieje zja­wi­sko roz­piesz­cza­nia zwie­rząt domo­wych, a zwłasz­cza psów, co śmiem twier­dzić, nie jest wcale dobre dla ich natury i kłóci się z pra­wem zwie­rząt do „god­nego życia”.  Zja­wi­sko to posiada ogromne roz­miary i pro­po­nuję zająć się tym pro­ble­mem przez akty­wi­stów orga­ni­za­cji ochrony praw zwierząt.

Ktoś powie, że psy jako zwie­rzęta udo­mo­wione nie są już czę­ścią świata natury lecz odkąd 20 tys. lat temu prze­stały być wil­kami zostały włą­czone w obręb świata czło­wieka i jego oddzia­ły­wań. Wszystko to prawda. W każ­dym, nawet naj­bar­dziej udo­mo­wio­nym zwie­rzę­ciu pozo­staje jed­nak pewien kod gene­tyczny, pamięć o swoim natu­ral­nym pocho­dze­niu, choć cza­sami woleli byśmy, żeby tego nie było. Stąd nasze zdzi­wie­nie budzi gdy kot przy­nie­sie mysz w pysku, kon­ster­na­cję gdy pies wyta­rza się w odcho­dach. Zapo­mi­namy, że mamy tu do czy­nie­nia z naturą.

Nado­pie­kuń­czy pano­wie czy panie uwa­żają, że dobrze trak­tują swoje pupile, tym­cza­sem trak­tują je przed­mio­towo. Zwie­rzęta stają się w rękach takich panów misiami plu­szo­wymi, które można gła­skać i przy­tu­lać gdy jest nam źle. Widzę tu zresztą pewne ana­lo­gie do trak­to­wa­nia małych dzieci przez nado­pie­kuń­cze matki. Dla tych pań i panów liczy się tak naprawdę ich wła­sna przy­jem­ność a nie dobro zwie­rzę­cia. Zwie­rzę zostaje uprzed­mio­to­wione, sta­jąc się ludzką zabawką. Nie­któ­rzy ubie­rają swoje psy w jakieś dzi­waczne ubranka, gdyż boją się wpływu zimna na swoje pupile. Powszech­nie zna­nym pro­ble­mem jest syn­drom psów kana­pow­ców, które leżą całymi dniami na sofach.

Roz­piesz­cza­nie psów może być także nie­bez­pieczne. Naj­now­sze bada­nia psy­cho­lo­giczne wyka­zały, że zbyt­nie roz­piesz­cza­nie psów i trak­to­wa­nie ich jakby byli ludźmi, może powo­do­wać agre­sję lub nawet znisz­czyć ich zdro­wie psy­chiczne. Eks­perci dora­dzają, że aby ludzie i psy żyli razem w har­mo­nii, potrzebne jest usta­le­nie pew­nych zasad i kon­se­kwentne wdra­ża­nie ich w życie.

Jaka jest geneza naszki­co­wa­nego wyżej zja­wi­ska zagła­ski­wa­nia naszych pupili na śmierć? Uwa­żam, że jest ono czę­ścią ogól­nego pro­blemu infan­ty­li­za­cji i bana­li­za­cji naszej kul­tury, która na tyle odgro­dziła się już od natury, że żyje ilu­zją zamknię­cia się w szczel­nym koko­nie bez­pie­czeń­stwa. Cie­szymy się, że udo­mo­wi­li­śmy ostre kły natury, które już nam w żaden spo­sób nie zagra­żają. Zja­wi­sko to zwią­zane jest z prze­mia­nami cywi­li­za­cyj­nymi, które doko­nały się w ostat­nich dwóch stu­le­ciach - z rolą postępu  tech­nicz­nego i indu­stria­li­za­cji, z powszechną migra­cją czło­wieka ze wsi do mia­sta, z zamy­ka­niem się lud­no­ści w swo­ich beto­no­wych osie­dlach. Oczy­wi­ście przy­roda jest dzi­siaj trendy, ist­nieje coś takiego jak ruch eko­lo­giczny, który afir­muje życie na łonie natury. Ruch ten podob­nie jak wege­ta­ria­nizm pełen jest jed­nak sprzecz­no­ści, nie pro­pa­guje swych haseł na serio pro­mu­jąc udo­mo­wioną, łagodną by nie powie­dzieć cukier­ko­watą wer­sję natury i przez to sam w sobie jest czę­ścią skła­dową nowo­cze­snych uto­pii  w stylu New Age.

Spójrzmy na pro­blem z punktu widze­nia (skąd inąd mojej ulu­bio­nej) filo­zo­fii Fry­de­ryka Nie­tz­schego, który tak bar­dzo cenił kon­takt z naturą. W myśl kon­cep­cji nie­miec­kiego myśli­ciela współ­cze­sna kul­tura jest hedo­ni­styczna, wszyst­kim chce spra­wiać przy­jem­ność oraz dawać poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Tu nie wieje „ostre i tęgie powie­trze”, o któ­rym czy­tamy w „Tako Rze­cze Zara­tu­stra”. Stąd boimy się brzyd­kiej pogody, zimna i desz­czu, jak­by­śmy byli z cukru. Cią­gnie nas do rynku, peł­nego ludz­kich pokus i namięt­no­ści, miej­sca gdzie „rojne bzy­ka­nie much jado­wi­tych” unie­moż­li­wia chłodny dystans do świata. Nie­tz­sche opi­suje zwie­rzęta jako dzi­kie (a więc wolne) istoty, które jako jedyne nie męczą Zara­tu­stry, opie­kują się nim, a nawet poma­gają mu zwer­ba­li­zo­wać wła­sne powo­ła­nie i nakie­ro­wują go na jego jesz­cze nie­wy­po­wie­dziane tezy. Owca jest tu sym­bo­lem chrze­ści­jań­skiego stada, osły to lud, wiel­błąd to ule­gły ostatni czło­wiek, lew jest sym­bo­lem dumy i prze­zwy­cię­że­nia. Inte­re­su­jąco jawi się zwie­rzęcy meta­fo­ryczny obraz idei wiecz­nego powrotu, przed­sta­wiony jako kołu­jący lot orła z zawie­szo­nym na szyi wężem. Jakie to piękne. Suge­styw­ność powyż­szego obrazu pogłę­bia zna­jo­mość życio­rysu Nie­tz­schego. Jak wiemy myśli­ciel w prze­ło­mo­wym i tra­gicz­nym momen­cie swo­jego życia (odtąd autor „Woli mocy” popadł w sza­leń­stwo), rzu­cił się w obro­nie kato­wa­nego przez woź­nicę konia.

Wielu przy­kła­dów har­mo­nii pomię­dzy czło­wie­kiem a naturą dostar­cza ruch łowiecki i jego etos i to pomimo faktu, jak wiele złego na jego temat się ostat­nio pisze i mówi.  Etos ten od zawsze sła­wiła lite­ra­tura ojczy­sta poczy­na­jąc od Jana Chry­zo­stoma Paska, przez Igna­cego Kra­sic­kiego, Adama Mic­kie­wi­cza, Elizę Orzesz­kową i Hen­ryka Sien­kie­wi­cza, na pro­zie moder­ni­stycz­nej koń­cząc. Obec­nie łowiec­two nie jest jedy­nie formą roz­rywki, ale ochrony i hodowli zwie­rzyny. Sfor­mu­ło­wane przez Win­cen­tego Pola credo współ­cze­snego łowiec­twa brzmi: „Czło­wiek współ­cze­sny odcięty od żywego odde­chu natury, polu­jąc, dopeł­nia ten brak cią­głego związku z naturą w chwili, gdy znaj­dzie się wśród wiej­skiej ciszy, pod skle­pie­niem drzew cie­ni­stych lub pod namio­tem cie­ni­stego drzewa”.

Oso­bi­ście lubię prze­by­wać na kaszub­skiej wsi, gdzie rodzina posiada gospo­dar­stwo. Zda­rzało mi się także uczest­ni­czyć w polo­wa­niach. Inspi­ruje mnie życie w zgo­dzie z cyklem praw natury, a szcze­gól­nej satys­fak­cji dostar­cza sytu­acja, gdy mogę poma­gać przy pra­cach polo­wych, choć nie ukry­wam, że ostat­nio robię to coraz rza­dziej. Choć mój opór budzą sytu­acje szorst­kiego trak­to­wa­nia zwie­rząt domo­wych przez Kaszu­bów, rozu­miem, że jest to koniecz­ność i wynika z potrzeby utrzy­ma­nia dys­cy­pliny w gospo­dar­stwie. Psy bądź koty cza­sami muszą udać się do lasu, aby upo­lo­wać coś do jedze­nia, gdyż nie dostają wystar­cza­ją­cej ilo­ści karmy. Zda­rza się, że pies gwizd­nie gospo­da­rzowi jajko z kur­nika, bo musi sobie jakoś radzić. Zda­rza się, że jest przy­wią­zany do budy (tego aku­rat nie popie­ram) bądź obe­rwie w skórę od swo­jego pana (tego też nie).

Wszystko to prawda. Nie mam jed­nak wąt­pli­wo­ści, że psy żyjące gospo­dar­stwach są dużo szczę­śliw­sze niż te które mają nado­pie­kuń­czych panów i wiodą swój marny żywot w cia­snych miej­skich miesz­ka­niach. Po pro­stu widać to po ich zacho­wa­niu, po odru­chach bez­wa­run­ko­wych. Kon­takt z dziką naturą jest tre­ścią ich życia, choć­by­śmy nie wiem jak pró­bo­wali je udo­mo­wić i wyple­nić z nich pier­wotne instynkty. Dla­tego jeżeli naprawdę myślimy o ich dobru, a nie o naszej płyt­kiej przy­jem­no­ści, nie roz­piesz­czajmy naszych pupili. Wycho­wujmy je odpo­wie­dzial­nie z dystan­sem, kon­se­kwen­cją i sto­sowną powagą, tak by wie­działy gdzie jest dobro, a gdzie jest zło, jakie są gra­nice ich wol­no­ści i posłu­szeń­stwa, wszak istoty te, może nawet bar­dziej niż ludzie, wypo­sa­żone są we wła­sną uni­kalną god­ność. Może wtedy i my sami prze­sta­niemy być tak zma­nie­ro­wani i – wzo­rem cyto­wa­nego Zara­tu­stry - cze­goś się od nich nauczymy.