Ci którzy cierpią i ci którzy rządzą światem - o paradoksach narodu wybranego

Nigdy mnie spe­cjal­nie nie pocią­gał pro­blem żydow­ski, podob­nie jak zagad­nie­nie wpływu Żydów na losy świata i to pomimo faktu, iż utoż­sa­miam się z nur­tem pra­wi­co­wym. Po pro­stu swoją pra­wi­co­wość wola­łem wypro­wa­dzać z pod­staw świa­to­po­glą­do­wych, ani­żeli etnicz­nych bądź raso­wych. Sokoro jed­nak, pol­ska opi­nia publiczna wrze na grun­cie rela­cji z Żydami, a dzieje się tak z wia­do­mych powo­dów - stąd też i mnie zmu­siło to do prze­my­śle­nia raz jesz­cze pro­blemu żydow­skiego i skre­śle­nia paru poniż­szych uwag. Dla ostu­dze­nia emo­cji zro­bi­łem to jed­nak z przy­mru­że­niem oka. Zatem zaczynamy…

Być czło­wie­kiem to dra­mat; być Żydem to dra­mat szcze­gólny” – tymi sło­wami Emil Cio­ran zaczyna swój słynny esej „Naród samot­ni­ków”. Cho­ciaż rumuń­skiemu afo­ry­ście nie­któ­rzy zarzu­cali pro­pa­go­wa­nie anty­se­mi­ty­zmu, w isto­cie w eseju tym nie­wol­nym od iro­nii, sub­tel­nych meta­for i lite­rac­kich dwu­znacz­no­ści - nie­na­wiść prze­plata się z uwiel­bie­niem dla umie­jęt­no­ści uchwy­ce­nia para­doksu ludz­kiego ist­nie­nia przez „naród samot­ni­ków” czyli przez Żydów. To co jest istotą czło­wie­czeń­stwa – cier­pie­nie, bez­sens egzy­sten­cji – wszyst­kiego tego w dwój­na­sób doświad­czają Żydzi, stąd można ich okre­ślić mia­nem „arcyludzkich”.

Jak pisze Cio­ran o naro­dzie żydow­skim: „Mając tylu nie­przy­ja­ciół, każdy inny na jego miej­scu zło­żyłby broń, lecz on, nie­zdolny do roz­kosz­nego syce­nia się sło­dy­czą roz­pa­czy, nic sobie nie robi ze swo­jego tysiąc­let­niego zmę­cze­nia …”. I jesz­cze jeden cytat, jakże wymowny: „Do nie­wy­obra­żal­nej bez ich udziału histo­rii współ­cze­snej wpro­wa­dzili przy­śpie­szony rytm, wyso­kiej próby pośpiech, głę­boki oddech oraz pro­fe­tyczną tru­ci­znę, któ­rej jad nie prze­staje wytrą­cać nas z rów­no­wagi. Któż w ich obec­no­ści może pozo­stać neutralny?”

Z tych też powo­dów upo­ka­rzano Żydów. Cier­pieli od naj­daw­niej­szych cza­sów – pozba­wieni swo­jego domo­stwa („…jego wygna­nie jest jego fun­da­men­tem, […] jego domem”), prze­ga­niani z kąta w kąt i znie­na­wi­dzeni za ukrzy­żo­wa­nie Chry­stusa - a uko­ro­no­wa­niem ich cier­pień był Holo­kaust. Stąd pro­blem żydow­ski jest kwe­stią pod­sta­wową dla zro­zu­mie­nia histo­rii świata i nie cho­dzi mi bynaj­mniej o jakieś teo­rie spi­skowe. Cho­dzi mi bar­dziej o ludzką kon­dy­cję wyzna­czoną pro­ble­mem żydow­skim i para­dok­sem Żyda.

Nie wszy­scy chrze­ści­ja­nie źle mówili o  Żydach, i to nawet ci, któ­rzy repre­zen­to­wali tra­dy­cję w Kościele.  Św. Ber­nard z Cla­irvaux powie­dział o nich: „Oni rów­nież są cia­łem Mesja­sza i jeżeli uczy­ni­cie im krzywdę, dotknie­cie źre­nicy Boga samego!”. Nawet prze­ło­żony gene­ralny FSSPX bp Ber­nard Fel­lay stwier­dził: „Żydzi są ‘naszymi star­szymi braćmi’ w tym sen­sie, że mamy coś wspól­nego, to zna­czy, Stare Przymierze”

Nie zmie­nia to faktu, że był jakiś pro­blem z tym ludem, i to już od początku. Nie­na­wi­dzili Żydów Egip­cja­nie, a potem Grecy.  W 130 r. przed Chry­stu­sem, pod­czas oblę­że­nia Jero­zo­limy przez Antio­cha, przy­ja­ciele tego ostat­niego radzili mu: „opa­no­wać mia­sto siłą i cał­ko­wi­cie wytę­pić rasę żydow­ską, gdyż jako jedyna spo­śród wszyst­kich nacji odma­wia utrzy­my­wa­nia jakich­kol­wiek sto­sun­ków spo­łecz­nych z innymi ludami i uważa je za wro­gów”. I wydaje się, że owa nie­chęć Żydów do trak­to­wa­nia innych nacji jako bliź­nich, a nie – jak to opi­suje lite­ra­tura filo­se­micka i Inter­net -  strach przed mor­dami rytu­al­nymi, był głów­nym powo­dem anty­se­mi­ty­zmu chrze­ści­jan i Euro­pej­czy­ków w róż­nych okre­sach histo­rycz­nych: zarówno śre­dnio­wie­cza (wypę­dze­nia, pogromy i prze­śla­do­wa­nia z okresu wypraw krzy­żo­wych czy z okresu dzia­łal­no­ści Inkwi­zy­cji), jak i cza­sów nowo­żyt­nych, choć oczy­wi­ście nie wolno nam wyklu­czać także irra­cjo­nal­nych moty­wów psy­cho­lo­gicz­nych (strach, fobie itp.).

Wyjąt­kowa nie­chęć Żydów do obcych, która ich wyróż­nia, przy­wo­dzi na myśl wykład­nię dok­tryny chrze­ści­jań­skiej, która for­mo­wała swoją toż­sa­mość w opo­zy­cji do semi­ty­zmu, a któ­rej pierw­szą egzem­pli­fi­ka­cją były ewan­ge­lie Św. Pawła. Nie należy oczy­wi­ście nego­wać związ­ków chrze­ści­jań­stwa z semi­ty­zmem. Jezus wie­lo­krot­nie powta­rzał, że nie przy­szedł na świat by zmie­niać prawo lecz po to by je wypeł­nić. Przede wszyst­kim jed­nak Jezus był odno­wi­cie­lem tra­dy­cji, a istota tej nowo­ści pole­gała na tym by miło­sier­dzie prze­nieść na wszyst­kich, a nie tylko na potom­ków „z krwi Abra­hama”, pod warun­kiem oczy­wi­ście, że ci wszy­scy prze­strze­gają zasad ewan­ge­lii czyli prawa bożego. Chrze­ści­jań­stwo jest zatem reli­gią otwar­to­ści i miło­sier­dzia, a przy­nam­niej daje czło­wie­kowi szansę, pod­czas gdy semi­tyzm - par­ty­ku­la­ry­zmu i cia­snego nacjo­na­li­zmu, który głosi, że goj nie może być zbawiony.

Celowo wyostrzam tą alter­na­tywę, by uzmy­sło­wić czy­tel­ni­kom, że ide­olo­gia raso­wego wyklu­cze­nia – przy­pi­sy­wana anty­se­mi­tom posiada pod­łoże semic­kie. Nacjo­na­li­styczne prze­jawy tej postawy widoczne były w naszych cza­sach choćby w ramach kolej­nych odsłon kon­fliktu arabsko-izraelskiego, w któ­rym zwłasz­cza od okresu wojny sze­ścio­dnio­wej 1967 roku Ara­bo­wie zma­gali się z syjo­ni­stycz­nym rasi­zmem. Przede wszyst­kim jed­nak ten par­ty­ku­larny żydow­ski ton prze­ja­wiał się cha­rak­te­rze dia­spory żydow­skiej, która pomimo tego, że pozba­wiona ziemi i swo­jego pań­stwa nigdy nie dawała się wyna­ro­do­wić, nie­chętna do współ­pracy z innymi, zamknięta na obcych, sku­piona na sobie, nie gene­ro­wała więzi spo­łecz­nych lecz wykluczenie.

Nie prze­szka­dzało to chrze­ści­ja­nom prze­śla­do­wać Żydów sto­su­jąc podobne do żydow­skich metody dzia­ła­nia. Mamy tu wła­śnie do czy­nie­nia z cio­ra­now­skim para­dok­sem. Rumuń­ski myśli­ciel zwraca uwagę na wiele podo­bieństw wystę­pu­ją­cych pomię­dzy Żydami, a chrze­ści­ja­nami. I tak chrze­ści­jań­ski anty­se­mi­tyzm czer­pie swe soki z filo­zo­fii syjo­ni­stycz­nej. Niczym w lustrze sym­bo­li­zu­ją­cym jaźń Jacqu­esa Lacana („Ja to Inny”) sta­jemy się kopią skłon­no­ści, któ­rych nie­na­wi­dzimy i które zwal­czamy. Odtwa­rzamy metody naszych opraw­ców, ale odtwa­rzamy je w krzy­wym zwierciadle.

Trzeba wspo­mnieć także o kwe­stii nar­cy­zmu (pole­cam cie­kawą wypo­wiedź Jacqu­esa Der­ridy – skąd inąd też Żyda - na temat zagad­ko­wej miło­ści mię­dzy Nar­cy­zem a Echem), a także o heglow­skiej idei obrazu, który jest bar­dziej nami niż my sami. W isto­cie Żydzi są nar­cy­zami (pod­kre­ślał to Wol­ter) zapa­trzo­nymi w sie­bie, nie­to­le­ran­cyj­nymi i zazdro­śnie strze­gą­cymi swego stanu posia­da­nia, a nasz anty­se­mi­tyzm przyj­mują za dobrą monetę, gdyż staje się on pali­wem Syjonizmu.

Kon­klu­zja wydaje się być oczy­wi­sta: im wię­cej anty­se­mi­ty­zmu tym wię­cej syjo­ni­stycz­nej próż­no­ści. Anty­se­mi­tyzm jest zatem głu­potą. Potwier­dze­niem powyż­szej zależ­no­ści mogą być kon­se­kwen­cje dra­matu Holo­kau­stu wywo­ła­nego przez Nazi­stów, któ­rych anty­se­mi­tyzm prze­bił bez­względ­no­ścią i rady­ka­li­zmem wszyst­kie wcze­śniej­sze. Nie chcę oczy­wi­ście twier­dzić, że Holo­kaust był dla Żydów czymś pozy­tyw­nym, nie­mniej jego kon­se­kwen­cją jest wzmoc­nie­nie, a nie osła­bie­nie kul­tury żydow­skiej oraz jej istot­nych atry­bu­tów zwią­za­nych z cier­pięt­nic­twem i „reli­gią Holo­kau­stu” by użyć ter­minu Toma­sza Gabisia.

Innym, nie­zwy­kle suge­styw­nym wymia­rem podo­bień­stwa pomię­dzy Żydami a chrze­ści­ja­nami  jest mesja­nizm i postawa cier­pięt­ni­cza. Jak pod­kre­śla Cio­ran Żydzi cier­pią ponie­waż poznali cię­żar i grozę krzyża, „albo­wiem to dla nich, nie dla chrze­ści­jan stał się on sym­bo­lem tor­tur”, stąd też – jak pro­ro­kuje rumuń­ski afo­ry­sta – kie­dyś staną się chrześcijanami.

Pra­wica od zawsze miała pro­blem z Żydami, zarzu­cano im z jed­nej strony par­ty­ku­la­ryzm i nie­chęć do adap­ta­cji z oto­cze­niem, z dru­giej zaś - kosmo­po­li­tyzm i libe­ra­lizm. Obar­czano ich odpo­wie­dzial­no­ścią za skłon­no­ści lewi­cowe i rewo­lu­cje prze­ciw porząd­kowi ofi­cjal­nemu. Wraz z maso­nami mie­liby niby pota­jem­nie rzą­dzić świa­tem. Ważną rolę ode­grali w umac­nia­niu w Euro­pie wła­dzy komunistycznej.

Skupmy się jed­nak na ich skłon­no­ściach kosmo­po­li­tycz­nych i zacię­ciu do robie­nia inte­re­sów, które z kolei wpły­wały na ich bogac­two. Zwraca uwagę zwłasz­cza ich silna pozy­cja w klu­czo­wych sek­to­rach ame­ry­kań­skiej gospo­darki – mas­sme­diach i prze­my­śle roz­ryw­ko­wym, a zwłasz­cza fil­mo­wym. Potwier­dzają to wszel­kie sta­ty­styki pro­du­cen­tów, reży­se­rów bądź akto­rów hol­ly­wo­odz­kiej fabryki snów, a także sta­ty­styki wła­ści­cieli kon­cer­nów medial­nych. Zwa­żyw­szy, że to te sek­tory kreują opi­nię publiczną uza­sad­niona wydaje się teza o żydow­skich rzą­dach nad światem.

Jest to jed­nak wła­dza miękka, która nie tyle, że pociąga za sznurki legal­nych pro­ce­sów decy­zyj­nych, co for­muje przy­chyl­ność publicz­no­ści dla idei lewi­co­wych zwią­za­nych z rolą demo­kra­cji, praw czło­wieka, pacy­fi­zmu etc. Aby zro­zu­mieć naturę tej zależ­no­ści wystar­czy obej­rzeć ostatni film Ste­vena Spiel­berga „Czwarta wła­dza” by dostrzec jego pod­szy­wa­jący pod­stawy wła­dzy podtekst.

Można by w tym kon­tek­ście poku­sić się o pewną kon­klu­zję. Doty­czyć ona będzie wyjąt­ko­wej, oględ­nie mówiąc - dwu­li­co­wo­ści Żydów, któ­rzy na zewnątrz pro­mu­jąc kosmo­po­li­tyzm i lewi­co­wość, sami tj. od środka - hoł­dują instynk­tom stad­nym i skłon­no­ściom ple­mien­nym. Pro­pa­gu­jąc kon­cep­cje libe­ralne usy­piają czuj­ność oto­cze­nia; sami zaś czuj­ność zacho­wują dla sie­bie, by ich inte­resy były na wierz­chu. Może wyol­brzy­miam tą zależ­ność, ale jest coś na rzeczy…

Inny rodzaj anty­se­mi­ty­zmu domi­no­wał w myśli euro­pej­skiej pra­wicy po woj­nie, choć mam tu na myśli raczej pra­wicę nie­kon­wen­cjo­nalną, że nazwę ją „skrajną”. W prze­ci­wień­stwie do anty­se­mi­ty­zmu wcze­śniej­szego – raso­wego i eko­no­micz­nego ten miał pod­łoże geo­po­li­tyczne i prze­ja­wiał się w ini­cja­ty­wie sprze­ciwu wobec domi­na­cji USA i Izra­ela nad świa­tem, a zwłasz­cza nad Europą. I tak kon­ty­nu­ując w okre­sie bez­po­śred­nio powo­jen­nym dok­trynę Oswalda Mosleya - Fran­cis Par­ker Yoc­key czy Jean Thi­riart pod­kre­ślali, że Euro­pej­czycy muszą się prze­bu­dzić z roz­kła­da­ją­cej ich deka­den­cji (tego uśpie­nia, o któ­rym pisa­łem w poprzed­nim aka­pi­cie) oraz pod­jąć walkę o wyzwo­le­nie Kon­ty­nentu spod domi­na­cji Żydów i rzą­dzo­nych przez nich Sta­nów Zjed­no­czo­nych. W tym celu dzia­ła­cze pro­pa­go­wali sojusz z nacjo­na­li­stami arab­skimi. Thi­riart wpro­wa­dzał ten cel w życie odby­wa­jąc sze­reg spo­tkań z przy­wód­cami arab­skimi i two­rząc warunki dla szko­leń euro­pej­skich ochot­ni­ków prze­zna­czo­nych do walki z Izra­elem. Cie­kawe, czy gdyby żył współ­cze­śnie poparłby akces Euro­pej­czy­ków do ISIS.

Wszystko to skła­nia nas do sze­regu pytań. Sprawę żydow­ską uwa­żam za ambi­wa­lentną, już choćby z tego faktu, że rola Żydów w Euro­pie była nie­jed­no­znaczna. Z jed­nej strony, prze­ka­zali nam tra­dy­cję i z tego powodu można odnaj­dy­wać sze­reg powi­no­wactw myśli semic­kiej z tym wszyst­kim, co dla pra­wicy cenne (na co zwraca uwagę sze­reg filo­zo­fów kon­ser­wa­tyw­nych jak np. Leo Strauss); z dru­giej zaś byli kosmo­po­li­tami i nosi­cie­lami ten­den­cji rewo­lu­cyj­nych i wywro­to­wych. Z jed­nej strony roz­wi­jali gospo­darkę, z dru­giej roz­wi­jali ją dla sie­bie i byli nie­to­le­ran­cyjni dla obcych.

Podob­nie sprze­ciw wobec ten­den­cji semic­kich nie ma dla mnie jed­no­znacz­nej wymowy. Ten o pod­łożu raso­wym skom­pro­mi­to­wał się w cza­sie II wojny świa­to­wej. Pewną atrak­cyj­ność wyka­zuje na tym tle ruch anty­izra­el­ski o pod­łożu geo­po­li­tycz­nym. Jak jed­nak oce­nić kon­cep­cję soju­szu z pań­stwami arab­skimi, w sytu­acji, gdy to isla­mi­ści, a nie Izra­elici wysa­dzają nasze auto­busy w powie­trze w euro­pej­skich miastach?

Choć wypo­wia­dana przeze mnie opi­nia jest sprzeczna z obie­go­wymi sądami, to oso­bi­ście uwa­żam, że pro­blem Żydów jest na tyle nie­jed­no­znaczny, że nie spo­sób go spro­wa­dzić do jed­nej goto­wej for­mułki.  Skoro zawsze byli w pozy­cji uprzy­wi­le­jo­wa­nej, to skąd opi­nia o ich cier­pie­niach i pod­le­gło­ści wzglę­dem innych?

Jest jed­nak jakaś słusz­ność w tym, aby zacho­wać czuj­ność wobec poczy­nań narodu żydow­skiego, jego dwu­znacz­nej poli­tyki, spo­sobu docho­dze­nia swych praw, by nie dać się zmy­lić liberalno-kosmopolityczną fasadą „reli­gii Holo­kau­stu”, gdyż za jej ofi­cjal­nym para­wa­nem roz­grywa się odwieczna gra interesów.

 

Michał Gra­ban