Ucieczka do przodu Prezydenta Gdyni - kontrowersje w sprawie projektu lotniska w Kosakowie

Jak się powszech­nie uważa pietą achil­le­sową pre­zy­denta Gdyni jest nie­zbyt wystra­cza­jące zaan­ga­żo­wa­nie na rzecz metro­po­lii trój­miej­skiej. Pre­zy­dent woli robić wiele rze­czy po swo­jemu, bez uzgad­nia­nia i koor­dy­na­cji wła­snych pla­nów na pozio­mie woje­wódz­twa bądź metro­po­lii. To samo doty­czyło pro­jektu budowy wła­snego lot­ni­ska w Kosa­ko­wie. Była to decy­zja na swój spo­sób odważna. Na pewno nie dyk­to­wały ją względy natury popu­li­stycz­nej jak budowa drogi czy przed­szkola. Pro­jekt budowy lot­ni­ska w sąsiedz­twie dobrze pro­spe­ru­ją­cego Gdań­ska od początku jed­nak zbie­rał złą prasę i budził mie­szane opi­nie. Wska­zy­wano, że w Trój­mie­ście nie potrzeba dru­giego dużego lot­ni­ska gdyż swo­jego poten­cjału nie wyko­rzy­stuje jak na razie Port Lot­ni­czy w Gdań­sku Rębie­cho­wie, któ­rego Gdy­nia jest jed­nym ze współ­udzia­łow­ców. Obec­nie lot­ni­sko w Gdań­sku przyj­muje ok. 3 mln pasa­że­rów rocz­nie, a może ich przy­jąć nawet 5-6 mln. W dzi­siej­szych realiach lot­ni­sko w Kosa­ko­wie nie jest zatem nie­zbędne dla roz­woju regionu. W doku­men­tach stra­te­gicz­nych Pomo­rza zwra­cano uwagę, że jeżeli już koniecz­nie będzie potrzebne dru­gie lot­ni­sko to powinno być ono zarzą­dzane przez wspólny pomor­ski pod­miot, tak aby zapew­nić koor­dy­na­cję lotów na pozio­mie metropolii.

Pre­zy­dent Szczu­rek posta­wił jed­nak na swoim. Sprawa roz­po­częła się w 2002 roku, kiedy to Skarb Pań­stwa prze­ka­zał samo­rzą­dowi gminy Kosa­kowo tereny prze­wi­dziane pod ter­mi­nal pasa­żer­ski i miej­sca par­kin­gowe. W roku 2006 dzięki poro­zu­mie­niu zawar­temu mię­dzy mini­strami trans­portu i obrony naro­do­wej, cywilne samo­loty miały korzy­stać z woj­sko­wej bazy lot­ni­czej poło­żo­nej na gra­nicy Gdyni oraz Kosa­kowa. Nowym lot­ni­skiem począt­kowo miała kie­ro­wać spółka Port Lot­ni­czy Gdańsk, osta­tecz­nie jed­nak powo­łano nie­za­leżną spółkę Port Lot­ni­czy Gdynia-Kosakowo. Inwe­sty­cja obsłu­gi­wać miała nie­wiel­kie loty czar­te­rowe, biz­ne­sowe i towa­rowe (cargo), na które miał rosnąć popyt. W grud­niu 2010 roz­strzy­gnięto kon­kurs na pro­jekt ter­mi­nala w Gdyni-Kosakowie. W początku 2012 r. roz­po­częto prace budow­lane przy jego reali­za­cji. Par­te­rowy obiekt o powierzchni zabu­dowy 3,9 tys. m² i kuba­tu­rze 21,3 tys. m³ miał kosz­to­wać 20,9 mln zł.

W lipcu 2013 roku Komi­sja Euro­pej­ska ogło­siła jed­nak, że wsz­częła postę­po­wa­nie wyja­śnia­jące w spra­wie finan­so­wa­nia budowy lot­ni­ska. W szcze­gól­no­ści wąt­pli­wo­ści KE wzbu­dziły zawarte w biz­ne­spla­nie sza­cunki doty­czące wiel­ko­ści ruchu lot­ni­czego oraz przy­cho­dów w sytu­acji, w któ­rej poło­żony nie­opo­dal port lot­ni­czy w Gdań­sku nie jest prze­cią­żony. Na tym jed­nak nie koniec nega­tyw­nego sta­no­wi­ska Unii Euro­pej­skiej. Na początku lutego 2014 roku Komi­sja Euro­pej­ska naka­zała, by port lot­ni­czy Gdynia-Kosakowo zwró­cił 21,8 mln euro (91,7 mln zł) pomocy, jaką otrzy­mał od samo­rzą­dów Gdyni i gminy Kosa­kowo na prze­kształ­ce­nie czę­ści woj­sko­wego lot­ni­ska w cywilne, gdyż ini­cja­tywy gmin uznała za prze­jaw zabro­nio­nej przez UE pomocy publicz­nej. Komi­sja Euro­pej­ska stwier­dziła, że środki publiczne prze­ka­zane przez gminy Gdy­nia i Kosa­kowo na rzecz portu lot­ni­czego Gdynia-Kosakowo przy­znają bene­fi­cjen­towi nie­na­leżną prze­wagę kon­ku­ren­cyjną, w szcze­gól­no­ści nad lot­ni­skiem w Gdań­sku, co sta­nowi naru­sze­nie unij­nych zasad pomocy pań­stwa. W następ­stwie tej decy­zji w poło­wie marca 2014 roku spółka Port Lot­ni­czy Gdynia-Kosakowo zło­żyła do Sądu Rejo­no­wego Gdańsk-Północ w Gdań­sku wnio­sek o ogło­sze­nie upadłości.

Bez­po­śred­nio po nie­przy­chyl­nej decy­zji Komi­sji Euro­pej­skiej pre­zy­dent Woj­ciech Szczu­rek pod­jął się bez­par­do­no­wej kry­tyki insty­tu­cji unij­nych. W liście skie­ro­wa­nym do Komi­sji nazwał ini­cja­tywę euro­pej­ską „postę­po­wa­niem prze­ciwko Pol­sce” i porów­nał sytu­ację z lot­ni­skiem do losu pol­skich stoczni czym wpra­wił w kon­ster­na­cję mar­szałka woje­wódz­twa. Dzia­ła­nia pre­zy­denta nie zyskały też popar­cia miej­skiej opo­zy­cji, zwłasz­cza tej z PiS-u, która wska­zy­wała na nad­mierne obcią­że­nie budżetu mia­sta (85 mln zł) eks­tra­wa­ganc­kim pro­jek­tem pre­zy­denta. W kwiet­niu 2014 Gdy­nia i gmina Kosa­kowo zaskar­żyły jed­nak decy­zję KE w spra­wie lot­ni­ska, a decy­zję o zaskar­że­niu poparł pol­ski rząd. W efek­cie w marcu 2015 roku Komi­sja Euro­pej­ska przy­znała czę­ściowo rację Gdyni uzna­jąc, że nie­słusz­nie naka­zała zwrot pew­nej czę­ści nakła­dów ponie­sio­nych na prze­bu­dowę lot­ni­ska. Sprawa jest zatem w toku. Choć być może Gdyni i jej part­ne­rom uda się odkrę­cić nega­tywną decy­zję Komi­sji Euro­pej­skiej nie zli­kwi­duje to gene­ral­nych kon­tro­wer­sji w spa­wie lotniska.

Aby obiek­tyw­nie oce­nić całą wrzawę należy jed­nak pre­cy­zyj­nie oddzie­lić różne rodzaje argu­men­tów, i to zarówno doty­czą­cych decy­zji pre­zy­denta, jak i decy­zji Komi­sji Euro­pej­skiej. Jeżeli cho­dzi o decy­zję KE to kry­tykę może budzić sama zasada zakazu udzie­la­nia pomocy publicz­nej przed­się­wzię­ciom gospo­dar­czym. Moim zda­niem zarówno pań­stwo, jak i gmina bądź inna jed­nostka admi­ni­stra­cji tere­no­wej powinny mieć prawo wspie­ra­nia okre­ślo­nych przed­się­wzięć gospo­dar­czych, o ile uznają je za ważne dla wła­snego roz­woju. I tak powinny mieć prawo na wspie­ra­nie stra­te­gicz­nych branży gospo­dar­czych.  Stąd zga­dzam się z Pre­zy­den­tem Gdyni, że skut­kiem reali­za­cji unij­nego zakazu padł pol­ski prze­mysł stocz­niowy. Pre­zy­dent Gdyni powi­nien mieć prawo wspie­rać taką branżę jaka mu się podoba. To dobrze, że pre­zy­dent Szczu­rek po wielu latach wyłącz­nie „mięk­kich” ini­cja­tyw na rzecz wyso­kiej jako­ści życia miesz­kań­ców Gdyni (przy­sło­wiowe drogi i przed­szkola) zdo­był się w końcu na bar­dziej męską decy­zję. To była swo­ista ucieczka do przodu Pre­zy­denta. Wszak lot­ni­sko to ma się zwró­cić dopiero w per­spek­ty­wie 30 lat. Lot­ni­sko to zatem przy­kład decy­zji dłu­go­okre­so­wej. Co do tego zgoda.

Czy aby jed­nak decy­zji słusz­nej? - to inna sprawa. Pro­blem poja­wia się gdy chcemy oce­nić traf­ność pod­ję­tej decy­zji i to nie­za­leż­nie od zna­nego nam osta­tecz­nego losu tego pro­jektu. Oka­zuje się bowiem, że budzi ona kon­tro­wer­sje roz­pa­try­wane z punktu widze­nia inte­resu mia­sta. Czy rze­czy­wi­ście lot­ni­sko? Czy nie lepiej byłoby wybrać jakąś inną ini­cja­tywę gospo­dar­czą będącą kon­se­kwen­cją geo­gra­ficz­nych  uwa­run­ko­wań roz­woju mia­sta. W swo­ich publi­ka­cjach wie­lo­krot­nie zwra­ca­łem już uwagę, że do takich ini­cja­tyw czer­pią­cych z renty poło­że­nia geo­gra­ficz­nego Gdyni należą te reali­zo­wane na rzecz gospo­darki mor­skiej i logi­styki, ini­cja­tywy będące kon­se­kwen­cją naszego poło­że­nia wewnątrz Kory­ta­rza Trans­por­to­wego Bałtyk-Adriatyk.

Kolejne zagad­nie wiąże się w końcu z sygna­li­zo­waną na początku arty­kułu koniecz­no­ścią uzgad­nia­nia decy­zji inwe­sty­cyj­nych na pozio­mie metro­po­lii. Gdy­nia musi zdać sobie sprawę z faktu, że w dzi­siej­szych cza­sach, w ramach glo­ba­li­zu­ją­cej się gospo­darki to metro­po­lie są loko­mo­ty­wami roz­woju. Jeżeli gmina mia­sta Gdyni chce się zała­pać do tego pociągu to musi się nauczyć sku­tecz­niej powścią­gać wła­sne ambi­cje. Cza­sami bowiem krok do tyłu (powścią­gnię­cie wybu­ja­łych pla­nów mia­sta) może zapro­cen­to­wać w przy­szło­ści kil­koma kro­kami do przodu, które będą kon­se­kwen­cją glo­bal­nego efektu metro­po­li­tal­nego czyli faktu, że razem z innymi miej­skimi gmi­nami wcho­dzimy w skład Gdań­skiego Obszaru Metropolitalnego.

Michał Gra­ban