Epifania kobiecości” jako czynnik dekonstrukcji - relacja płci w perspektywie współczesnych przeobrażeń cywilizacyjnych

Z sze­ro­kiego wachla­rza sta­no­wisk w tema­cie doko­nu­ją­cych się aktu­al­nie prze­obra­żeń  kulturowo-cywilizacyjnych (repre­zen­to­wa­nych m in. przez różne nurty post­mo­der­ni­zmu, teo­rię „końca histo­rii”, teo­rię „zde­rze­nia cywi­li­za­cji” itd.) można wyło­nić też i takie, które kry­zys kul­tury zachod­niej skłonne będzie wią­zać z zakłó­ce­niem rów­no­wagi płci, a dokład­nie z rosnącą rolą tzw. kobie­cego pier­wiastka we współ­cze­snej kul­tu­rze. Pisząc o wzro­ście zna­cze­nia kobie­co­ści nie będziemy jed­nak mieć na myśli zja­wi­ska tzw. femi­ni­za­cji naszego życia społeczno-politycznego wyra­ża­nej przez wzra­sta­jącą rolę kobiet w ofi­cjal­nych struk­tu­rach spo­łecz­nych – poli­tyce, biz­ne­sie, na rynku pracy etc. Przyj­mu­jąc nawet, że pro­cesy takie rze­czy­wi­ście mają miej­sce – co nie dla wszyst­kich jest oczy­wi­ste - nie jest to tema­tem naszych roz­wa­żań. Kobie­cość mani­fe­stuje się bowiem w inny spo­sób i inne są spo­soby jej spo­łecz­nych oddzia­ły­wań. Aby oddać jej naturę lepiej jest zba­dać rolę oddol­nych inte­rak­cji inter­per­so­nal­nych doko­nu­ją­cych się na styku rela­cji płci, raz jesz­cze prze­ana­li­zo­wać spo­sób w jaki kobie­cość oddzia­łuje na męż­czy­znę i powią­zać ten pro­ces z naturą współ­cze­snych prze­obra­żeń cywi­li­za­cyj­nych. W tym celu nawią­zy­wać będę w eseju do kon­cep­cji uwo­dze­nia fran­cu­skiego myśli­ciela i filo­zofa kul­tury Jeana Bau­dril­larda. Jak będę się sta­rał wyka­zać uwo­dze­nie obok symu­la­cji jest dla Bau­dril­larda ter­mi­nem klu­czo­wym, za pomocą któ­rego opi­suje on aktu­alne prze­obra­że­nia kul­tury zachod­niej, jej postę­pu­jącą i nie­od­wra­calną dekon­struk­cję. Zaczerp­nięty od Ema­nu­ela Levi­nasa ter­min epi­fa­nia (obja­wie­nie) suge­ro­wać ma wyobra­że­niowy cha­rak­ter kobie­co­ści, spo­sób w jaki  oddzia­łuje ona na pod­mio­to­wość męż­czy­zny, jego umysł. Zgod­nie z tym uję­ciem pro­blem „dekon­struk­cji” roz­pa­try­wać będę w uję­ciu Jacqu­esa Der­ridy, który łączy ją z prze­war­to­ścio­wa­niem pod­staw zachod­niej meta­fi­zyki obec­no­ści opar­tej na racjo­nal­no­ści świa­do­mego podmiotu.

„Męskość – kobie­cość” – istota dychotomii

Roz­wa­ża­nia nasze warto roz­po­cząć od ogól­nej ana­lizy pro­blemu dycho­to­mii płci. Róż­nica płci jest bowiem dycho­to­mią o pod­sta­wo­wym zna­cze­niu dla kul­tury ludz­kiej i trudno zna­leźć inne odnie­sie­nie cha­rak­te­ry­zu­jące się tak głę­boką dwo­isto­ścią. Kla­sy­fi­ka­cja płci poprzez przy­pi­sy­wa­nie jej okre­ślo­nych atry­bu­tów może być zabie­giem ryzy­kow­nym z uwagi podat­no­ści na podej­rze­nia o ule­ga­nie ste­reo­ty­pom.[1] Czy­niąc jed­nak zało­że­nie, że kla­sy­fi­ka­cja ta ma cha­rak­ter wyłącz­nie mode­lowy warto ją prze­pro­wa­dzić aby upo­rząd­ko­wać inte­re­su­jący nas mate­riał badaw­czy, który sta­no­wić będzie punkt wyj­ścia dla dal­szych rozważań.

I tak zgod­nie z popu­lar­nymi zesta­wie­niami kobie­cość łączy się z takimi cechami jak deli­kat­ność, sub­tel­ność, czu­łość, tro­ska o innych, empa­tia, zdol­ność do poświę­ceń. Męskość zaś z aktyw­no­ścią, nie­za­leż­no­ścią, łatwo­ścią podej­mo­wa­nia decy­zji, siłą woli i skłon­no­ścią do domi­na­cji.[2] Choć budzi to sprze­ciwy śro­do­wisk femi­ni­stycz­nych to czę­sto uważa się także, że męż­czy­zna ma więk­szą skłon­ność do odwo­ły­wa­nia się do metod racjo­nal­nych; pod­czas gdy kobieta – uczu­cio­wych. Za syno­nim tych pierw­szych cza­sami uznaje się logos; dru­gich zaś – eros. Ana­liza histo­ryczna potwier­dza, że cha­rak­te­ry­styczne dla męsko­ści rozu­mo­wa­nie racjo­nalne nie od zawsze było czę­ścią skła­dową życia spo­łecz­nego. Wspól­noty pier­wotne bazo­wały na wię­ziach o cha­rak­te­rze uczu­cio­wym, które opie­rały się na wspól­no­cie krwi. Stąd też uważa się, że w okre­sie tym to kobie­cość była czyn­ni­kiem domi­nu­ją­cym, kształ­tu­ją­cym życie spo­łeczne dostar­cza­jąc mu nie­zbęd­nej sub­stan­cji etycz­nej. Według Geo­rga Battaille’a prze­zwy­cię­ża­nie uwa­run­ko­wań natury czło­wieka pier­wot­nego należy wią­zać z poja­wie­niem się w jego życiu świa­do­mej, rozum­nej, racjo­nal­nej, celo­wej i pla­no­wej pracy,[3] w wyniku któ­rej czło­wiek pod­po­rząd­ko­wy­wał sobie śro­do­wi­sko natu­ralne. Dla­tego w naukach spo­łecz­nych funk­cjo­nuje roz­róż­nie­nie kore­lu­jące kobie­cość ze świa­tem natury (z uwagi na  więk­szą skłon­ność kobiet do zacho­wań instynk­to­wych łączo­nych zwłasz­cza z macie­rzyń­stwem); pod­czas gdy męskość – ze świa­tem kul­tury, która wyło­niła się  dopiero w pew­nym eta­pie dzie­jów. Roz­róż­nie­nie to rów­nież jest przed­mio­tem kry­tyki śro­do­wisk femi­ni­stycz­nych.[4] Stop­niowe pod­no­sze­nie rangi racjo­nal­nych metod rozu­mo­wa­nia, koja­rzone  z kur­cze­niem się sfery mitu w spo­łe­czeń­stwie (co Max Weber okre­ślał syno­ni­mem „odcza­ro­wa­nia świata”) ponosi też odpo­wie­dzial­ność za wykry­sta­li­zo­wa­nie się sil­nej pod­mio­to­wo­ści czło­wieka. Zgod­nie z powyż­szą wykład­nią męska pod­mio­to­wość, męski logos stop­niowo zdo­by­wał prze­wagę nad kobiecą uczu­cio­wo­ścią, kobie­cym ero­sem w toku roz­woju cywilizacyjnego.

W ana­li­zie atry­bu­tów płci ważną rolę odgrywa dycho­to­mia „męskiego akty­wi­zmu” i „kobie­cej pasyw­no­ści”. Kobie­cie przy­po­rząd­ko­wany zostaje tu atry­but pasyw­no­ści utoż­sa­miany ze sła­bo­ścią. Ema­nuel Levi­nas w dziele Całość i nie­skoń­czo­ność. Esej o zewnętrz­no­ści  okre­śla Uko­chaną mia­nem isto­to­wej łagod­no­ści, wska­zu­jąc na takie jej cechy jak sła­bość, kru­chość, deli­kat­ność, lękli­wość. To istota, która nie jest eks­pan­sywna, ani widoczna, która pozo­sta­wia pole dzia­ła­nia innym. Ale jest to jed­no­cze­śnie istota tajem­ni­cza, iro­niczna, któ­rej skrom­ność może być jedy­nie przy­krywką skry­wa­jącą w głębi drugą naturę.[5]

Męż­czyź­nie przy­po­rząd­ko­wany zostaje atry­but akty­wi­zmu dla wyka­za­nia jego skłon­no­ści do zdo­by­wa­nia domi­na­cji nad oto­cze­niem. Męż­czy­zna według Hegla i Levi­nasa jest bowiem bytem „trans­cen­du­ją­cym sie­bie”, pod czas gdy kobieta jest jedy­nie bytem „w sobie”.[6] Męską skłon­ność do domi­na­cji nad oto­cze­niem wią­zać można z pewną ten­den­cją filo­zo­ficzną, która wedle Der­ridy już od cza­sów Pla­tona wywiera silny wpływ na  umy­sło­wo­ści czło­wieka zachod­niego, kształ­tu­jąc jego pre­fe­ren­cje i zacho­wa­nia. Pre­fe­ren­cje te według fran­cu­skiego post­mo­der­ni­sty dążą do znie­sie­nia róż­nicy pomię­dzy sferą bytu i myśli, pod­miotu i przed­miotu; ani­hi­la­cji róż­nicy, jej „domknię­cia w hory­zon­cie jed­nost­ko­wej toż­sa­mo­ści”[7] Przez sferę rze­czy­wi­sto­ści zewnętrz­nej (przed­mio­to­wej) - nad którą chce domi­no­wać męż­czy­zna i „domknąć w hory­zon­cie jed­nost­ko­wej toż­sa­mo­ści” - można rozu­mieć zarówno obszar rela­cji spo­łecz­nych, spraw publicz­nych i pań­stwa; jak też oto­cze­nie w zna­cze­niu geo­gra­ficz­nym czyli śro­do­wi­sko mate­rialne (natura, prze­strzeń urba­ni­styczna) w jakim funk­cjo­nuje czło­wiek i które sobie pod­po­rząd­ko­wuje. Tak rozu­miana „zewnętrz­ność” wyka­zuje zwią­zek z ter­mi­nem milieu wpro­wa­dzo­nym do filo­zo­fii sztuki przez Hipo­lita Taine w XIX wieku, który ozna­czać miał zarówno oto­cze­nie fizyczne, jak i poli­tyczne, spo­łeczne, kul­tu­rowe bądź myślowe, w któ­rym funk­cjo­nuje czło­wiek.[8] Z ten­den­cją na rzecz ani­hi­la­cji róż­nicy można w końcu wią­zać pro­ces docho­dze­nia do prawdy, która ma prze­cież cha­rak­ter zewnętrzny wzglę­dem czło­wieka. Docho­dze­nie do prawdy, podob­nie jak docho­dze­nie do Boga było wyróż­ni­kiem myśli chrze­ści­jań­skiej. Jak pisał Św. Augu­styn: „Szczę­ście polega na zna­le­zie­niu Boga, a nie na samym szu­ka­niu Go.”[9]

Inne roz­róż­nie­nie suge­ruje, iż o ile  kobiety są bar­dziej nasta­wione na świat osób, o tyle męż­czy­znom łatwiej o funk­cjo­no­wa­nie w świe­cie rze­czy. Męskie nasta­wie­nie na świat zewnętrzny zwią­zane jest z tą rze­czową skłon­no­ścią; w jej obrę­bie funk­cjo­nuje nie tylko świat mate­rii ale także spo­łe­czeń­stwa, roz­pa­try­wa­nego jed­nak przez pry­zmat struk­tury, popu­la­cji a nie rela­cji inter­per­so­nal­nych. Męż­czy­zna posiada natu­ralną skłon­ność do wywie­ra­nia wpływu na tak rozu­miane oto­cze­nie, jego kształ­to­wa­nia i mode­lo­wa­nia. Z kolei wszystko, co jest w kobie­cie: ciało, postrze­ga­nie rze­czy­wi­sto­ści, emo­cje, zdol­no­ści komu­ni­ka­cyjne, kobiece prze­ży­wa­nie więzi, wszystko to uła­twia nasta­wie­nie na świat osób i kon­takt z oso­bami; kon­takt reali­zo­wany jed­nak bez­po­śred­nio, a nie w wyniku sto­so­wa­nia jakiś seman­tycz­nych, ide­olo­gicz­nych bądź admi­ni­stra­cyj­nych narzę­dzi pośred­ni­czą­cych. Dycho­to­mia ta kore­spon­duje z podzia­łem Foucaulta na słowa i rze­czy. Kobieca zdol­ność do komu­ni­ka­cji i nawią­zy­wa­nia więzi bez­po­śred­niej będzie tu czę­ścią skła­dową świata słów i prze­kazu semio­tycz­nego. Do tematu będziemy powra­cać w roz­dziale poświę­co­nym  uwo­dze­niu.

Męską skłon­ność do domi­na­cji nad oto­cze­niem z reguły okre­śla się w kate­go­riach pejo­ra­tyw­nych pod­kre­śla­ją­cych jej zwią­zek z prze­mocą i zami­ło­wa­niem do roz­wią­zań siło­wych; czę­sto jed­nak łączy się ją także z umie­jęt­no­ścią wyj­ścia poza wła­sny par­ty­ku­larny inte­res, „prze­kro­cze­niem wła­snego ego” (trans­cen­den­cją), altru­izmem, obiek­ty­wi­zmem. Pod­kre­śla się wów­czas natu­ralną pre­dys­po­zy­cję męż­czyzn do zaan­ga­żo­wa­nia na forum publicznym.

Wycho­dząc z tych prze­sła­nek G.W.F. Hegel męskość wiąże ze sferą publiczną, kobie­cość zaś – z pry­watną. Pod­czas gdy wykład­ni­kiem pierw­szej w myśli nie­miec­kiego filo­zofa jest pań­stwo, to dru­giej - rodzina. Jak czy­tamy w „Zasa­dach filo­zo­fii prawa” płeć męska „jest czyn­ni­kiem siły i dzia­ła­nia na zewnątrz, druga [płeć] czyn­ni­kiem pasyw­nym i subiek­tyw­nym. Dla­tego też męż­czy­zna ma swoje życie sub­stan­cjalne w pań­stwie, nauce itp. i w ogóle pracy i walce ze świa­tem zewnętrz­nym i ze sobą samym.”[10] Kobieta zaś według Hegla znaj­duje swoje sub­stan­cjalne prze­zna­cze­nie przede wszyst­kim w rodzi­nie. Takie roz­róż­nie­nie kore­spon­duje także z ist­nie­jącą w kręgu kul­tury euro­pej­skiej zasadą dycho­to­mii spraw pry­wat­nych i publicz­nych oraz zasadą duali­zmu praw­nego (prawo pry­watne i prawo publiczne). Róż­nica pomię­dzy kobietą a męż­czy­zną przed­sta­wiona w Feno­me­no­lo­gii Ducha, zwią­zana jest z róż­nicą pomię­dzy pra­wem regu­lu­ją­cym sto­sunki natu­ralne, rodzinne a pra­wem ofi­cjal­nym, publicz­nym. Prze­ci­wień­stwa te choć utrwa­lają się w opo­zy­cji do sie­bie, to jed­no­cze­śnie uzu­peł­niają i wcho­dzą w skład nie­roz­łącz­nej cało­ści. [11]

Przy­po­rząd­ko­wa­nie męż­czy­znom spraw publicz­nych, a kobie­tom – rodzin­nych może się oczy­wi­ście wyda­wać kon­tro­wer­syjne. Czło­wie­kowi ukształ­to­wa­nemu w kli­ma­cie nowo­cze­snego dys­kursu eman­cy­pa­cyj­nego zawsze jawić się ono będzie czę­ścią skła­dową patriarchalno-konserwatywnego wzorca spo­łe­czeń­stwa, który wymaga prze­war­to­ścio­wa­nia. Powyż­sze przy­po­rząd­ko­wa­nie należy jed­nak postrze­gać we wła­ści­wym kon­tek­ście. To kobiece więzi uczu­ciowe dostar­czają prze­cież spo­łe­czeń­stwu nie­zbęd­nej sub­stan­cji etycz­nej, która – wedle Hegla - uprze­dza męską racjo­nal­ność i życie publiczne.[12] Męskość wyła­nia się zatem z kobiecości.

Zwraca się w końcu uwagę, że kobieta posiada pewne zdol­no­ści do kształ­to­wa­nia rela­cji świata zewnętrz­nego i są to zdol­no­ści pod pew­nymi wzglę­dami prze­kra­cza­jące moż­li­wo­ści męż­czyzn; reali­zo­wane są one jed­nak innymi, bar­dziej zaku­li­so­wymi, nie­jaw­nymi środkami.

Nie­wia­sta ogra­ni­cza się do wąskiego kręgu, który jed­nak łatwiej na wskroś prze­nika - podaje cyto­wany przez Utę Fre­vert lek­sy­kon nie­miecki z XIX wieku - wię­cej ma cier­pli­wo­ści i wytrwa­ło­ści w drob­nych pra­cach. Męż­czy­zna musi zdo­by­wać, nie­wia­sta usi­łuje zacho­wać; męż­czy­zna prze­mocą, nie­wia­sta dobro­cią lub – for­te­lem. On należy do życia zgieł­ko­wego, publicz­nego, ona do cichego, domo­wego”[13].

Więzi kobiece oparte są zatem na rela­cjach dobro­wol­nych; pod­czas gdy męż­czy­zna buduje swoją prze­wagę siłą za pomocą struk­tur wła­dzy i pod­po­rząd­ko­wa­nia. Zgod­nie z opi­nią, że „kobieta łago­dzi oby­czaje” posiada ona w sobie łagodną moc oddzia­ły­wa­nia na oto­cze­nie i two­rze­nia cie­płych, przy­ja­ciel­skich rela­cji. W podob­nym duchu pisze ame­ry­kań­ski socjo­log Geoff Dench w pracy „Poca­łu­nek kró­lewny. Pro­blem męż­czyzn” będą­cej pole­miką ze sta­no­wi­skiem śro­do­wisk femi­ni­stycz­nych: „Kobiety bliż­sze są być może, niż męż­czyźni sercu spo­łe­czeń­stwa i posia­dają w jego ramach ukryte prze­wagi, z któ­rych ist­nie­nia męż­czyźni jedy­nie czę­ściowo zdają sobie sprawę. Wiele bajek kryje w sobie istotny pod­tekst, iż bez względu na to, kto wydaje się posta­cią ważną lub za taką się uważa, w rze­czy­wi­sto­ści to kobiety pocią­gają za sznurki i to one są zwy­kle gwa­rant­kami reali­za­cji celów spo­łecz­nych i obrony sys­te­mów moral­nych.”[14]

Opi­nię o oddol­nym i zaku­li­so­wym wpły­wie kobie­co­ści na sprawy publiczne wiąże się  ze spo­so­bem jej oddzia­ły­wa­nia na męż­czy­znę. Istotę tego oddzia­ły­wa­nia dobrze oddaje popu­larna mak­syma: „choć męż­czyźni rzą­dzą świa­tem, to kobiety rzą­dzą męż­czy­znami”. Wpływ kobiety na sprawy świa­towe wywie­rany za pośred­nic­twem męż­czy­zny może przyj­mo­wać formy zupeł­nie jawne i reali­zo­wane z otwartą przy­łbicą. Gra erotyczno-polityczna, jaką pro­wa­dziła pol­ska kochanka Napo­le­ona Bona­parte hra­bina Maria Walew­ska, która była w sta­nie wywal­czyć pewne przy­wi­leje dla Pol­ski u swo­jego kochanka – cesa­rza Fran­cji była moż­liwa dzięki fak­towi, że cesarz ule­gał jej wpły­wowi i uro­kowi oso­bi­stemu. W przy­kła­dzie tym Walew­ska była repre­zen­tan­tem ofi­cjal­nych inte­re­sów poli­tycz­nych  ucie­mię­żo­nego narodu.  Wpływ kobiety na męż­czy­znę może jed­nak przyj­mo­wać także formę zaku­li­sową czy wręcz nie­świa­domą. Przy­pa­dek tej ostat­niej rela­cji - czyli oddzia­ły­wa­nia, które doko­nuje się na pozio­mie pod­świa­do­mym - jest naj­bar­dziej inte­re­su­jący z punktu widze­nia celów badaw­czych arty­kułu, stąd też jemu poświę­cone będą dal­sze rozważania.

To, co jest istotne na obec­nym eta­pie roz­wa­żań – i co wpi­suje się w lan­so­waną w tym roz­dziale tezę o sil­nej dycho­to­mii płci - to potwier­dze­nie z pozoru oczy­wi­stej prawdy, że obie kate­go­rie płci posia­dają sobie tylko wła­ściwe spo­soby oddzia­ły­wań i wywie­ra­nia wpływu. Wpływ ten należy roz­pa­try­wać zarówno w odnie­sie­niu do płci prze­ciw­nej; jak w odnie­sie­niu do zewnętrz­nej rze­czy­wi­sto­ści spo­łecz­nej, która ma cha­rak­ter obiek­tywny i rze­czowy. Z jed­nej strony inte­re­suje nas zatem pozy­cja osoby w spo­łe­czeń­stwie i jego ofi­cjal­nych struk­tu­rach; z dru­giej zaś jej pozy­cja rela­cyjna tzn. z drugą osobą. Pomię­dzy oboma spo­so­bami oddzia­ły­wań: makro i mikro­struk­tury wystę­pują też rela­cje zwrotne. Pod­czas gdy jedna kate­go­ria płci (kobiety) uzy­skuje wpływ na świat zewnętrzny za pośred­nic­twem rela­cji bez­po­śred­niej; druga (męż­czyźni) – swoje osią­gnię­cia w świe­cie zewnętrz­nym wyko­rzy­stuje aby lepiej się zapre­zen­to­wać w związku z drugą osobą. Jed­no­cze­śnie z faktu, że męż­czy­zna ma skłon­ność do pro­jek­cji wła­snych wizji na świat zewnętrzny wynika, że kre­owane przez niego struk­tury spo­łeczne są paternalistyczne.

Mate­ria spo­łeczna jest zatem dość skom­pli­ko­wana, ist­nieją w niej rela­cje i oddzia­ły­wa­nia prze­bie­ga­jące w róż­nych kie­run­kach. Dopiero nało­że­nie siatki zależ­no­ści rela­cyj­nych (wewnętrz­nych) na wer­ty­kalne (zewnętrzne) da nam obraz sytu­acji zbli­żony do praw­dzi­wego. Uznamy wów­czas, że sys­tem płci roz­pa­try­wany cało­ściowo  nie wyka­zuje nie­rów­no­wagi o któ­rej wiesz­czą od dwóch stu­leci śro­do­wi­ska eman­cy­pa­cyjne (bazu­jąc na ofi­cjal­nych sta­ty­sty­kach) lecz ma skłon­ność do bilan­so­wa­nia, a tezy o rze­ko­mej dys­kry­mi­na­cji jed­nej kate­go­rii płci nad drugą wyma­gają weryfikacji.

„Rytuał uwo­dze­nia”

Kobiety dys­po­nują bro­nią znacz­nie sil­niej­szą niż męskie struk­tury wła­dzy i pod­le­gło­ści, bro­nią znacz­nie bar­dziej pier­wotną i nie­za­wodną. Istotę prze­wagi kobiet nad męż­czy­znami dobrze oddaje pra­stary rytuał uwo­dze­nia. Wedle Bau­dril­larda uwie­dze­nie jest mrocz­nym fatum, prze­ciwko któ­remu trudno wyto­czyć ade­kwatną broń. W swo­jej ostat­niej pracy „Słowa klu­cze” Bau­dril­lard okre­śla uwo­dze­nie mia­nem „zbrodni pier­wo­rod­nej”[15]. W książce poświę­co­nej w cało­ści zagad­nie­niu uwo­dze­nia pisze zaś: „Uwo­dze­nie jest wszech­władne – to jedyny rytuał, który przy­ćmiewa wszyst­kie inne, lecz jest to wszech­władz­two okrutne, srogo oku­pione”[16] .

Czym zatem jest uwo­dze­nie? Co powo­duje, że okre­ślamy je w ter­mi­nach tak tajem­ni­czych i demo­nicz­nych? Uwo­dze­nie jest rodza­jem sprzę­że­nia zwrot­nego, które doko­nuje się pomię­dzy kobietą a męż­czy­zną. Docho­dzi tu do bły­ska­wicz­nego prze­pływu ener­gii, reak­cji o cha­rak­te­rze pod­świa­do­mym. Anthony Gid­dens dowo­dzi, że w wytwo­rze­niu inte­rak­cji spo­łecz­nej istotną rolę odgry­wają gene­ro­wane na styku płci znaki komu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej: mimika twa­rzy, gesty, emo­cje, „mowa ciała”.[17] Naj­waż­niej­szą rolę odgrywa jed­nak gra oczu.

Uwo­dzi­ciel­ska siła oczu. Naj­bar­dziej bez­po­śred­nia, naj­czyst­sza. – pisze Bau­dril­lard  – Oczy, uwo­dząc, oby­wają się bez słów i tylko spoj­rze­nia spla­tają się w poje­dynku, bez­po­śred­nim zwar­ciu, bez wie­dzy innych, poza ich mową […] - namiętny poje­dy­nek, zmy­słowy, a zara­zem odcie­le­śniony – ide­alna zapo­wiedź upoj­no­ści uwo­dze­nia, któ­remu nie dorówna już żadna fizyczna namięt­ność”.[18]

Kier­ke­ga­ard opi­su­jąc rolę oczu w uwo­dze­niu zwraca uwagę na błysk spoj­rze­nia prze­bie­ga­jący „po sko­sie”, czyli doko­nu­jący się poza, lub na mar­gi­ne­sie ofi­cjal­nego stru­mie­nia komu­ni­ka­cyj­nego part­ne­rów. Stąd w „Dzien­niku uwo­dzi­ciela” przy­rów­nuje magię spoj­rze­nia do fech­tunku, czyli bły­ska­wicz­nego ude­rze­nia szpadą po sko­sie, w efek­cie któ­rego prze­ciw­nik zostaje dotkli­wie tra­fiony, ale w zupeł­nie innym punk­cie niż się spo­dzie­wał.[19]

Dla uchwy­ce­nia istoty uwo­dze­nia warto się odwo­łać do wykładni mito­lo­gicz­nego boga Erosa zawar­tej w „Uczcie” Pla­tona. Jak wypo­wiada się jedna z postaci tego dzieła Aga­ton: „Eros jest naj­młod­szy i naj­de­li­kat­niej­szy, a oprócz tego lotny, nie­uchwytny w for­mach, bo się wszę­dzie, gdzie tylko zechce, oplata, bo się nie­po­strze­że­nie w duszę ludzką wkrada i chył­kiem z niej umyka. Nie potra­fiłby tego, gdyby był twardy i sztywny. – Że har­mo­nijne ma kształty, tego dosko­nale jego wdzięk dowo­dzi, ten nie­wąt­pliwy przy­miot Erosa.”[20]

Uwo­dze­nie należy oczy­wi­ście do sfery uczuć a nie rozumu. Zakła­da­jąc, iż męż­czy­zna jest istotą bar­dziej racjo­nalną, niż kobieta, zro­zu­miemy, że kon­se­kwen­cje uwie­dze­nia w więk­szym stop­niu doty­kają męż­czy­znę i wytwo­rzony przez niego świat. Istotę tej rela­cji oddaje fakt, iż pier­wia­stek męski łączony z takimi cechami jak pew­ność sie­bie, aser­tyw­ność; prze­staje być męski gdy ulega bło­giej kobie­co­ści, jej cza­rowi i uro­kowi. Wykład­nia ta suge­ruje roz­bi­cie twar­dej pod­mio­to­wo­ści męż­czy­zny przez sła­bość, kru­chość a także czu­łość i roz­kosz­ność kobiety. „Roz­kosz prze­obraża sam pod­miot, - pisze Levi­nas – który zaczyna czer­pać swą toż­sa­mość nie z wła­snej ini­cja­tywy, nie z wła­snej wła­dzy, ale z bier­no­ści uczu­cia, jakie otrzy­muje. […] zaćmie­nie pod­mio­to­wo­ści nie doko­nuje się jako pano­wa­nie nad sobą, lecz jego roz­czu­le­nie, osła­bie­nie, znie­wie­ście­nie,[…] Rela­cja ero­tyczna w cha­rak­te­ry­styczny spo­sób wywraca pod­mio­to­wość, która się wcze­śniej usta­no­wiła.”[21]

Według meto­do­lo­gii sto­so­wa­nej przez Levi­nasa sła­bość kobiety jest w isto­cie źró­dłem jej siły i odgrywa zasad­ni­czą rolę w rytu­ale uwo­dze­nia. Cecha ta pozwala kobie­cie pozy­skać męż­czy­znę - Uko­chana jako słaba istota domaga się bowiem opieki sil­nego męż­czy­zny i wzię­cia za sie­bie odpo­wie­dzial­no­ści w świe­cie, który jest dla niej „zbyt bru­talny i zbyt bole­sny”, co dla męż­czy­zny jest dwu­znaczne i zdra­dliwe gdyż służy w isto­cie jego roz­czu­le­niu, osła­bie­niu i roz­bro­je­niu.[22]

Istotny dla naszych roz­wa­żań jest fakt, iż uwie­dziony męż­czy­zna odstę­puje od swo­ich pier­wot­nych pla­nów, ambi­cji, aspi­ra­cji i prawd dając się nie­jako zwieść „na boczny tor”. Tracą na tym lub ule­gają prze­kie­ro­wa­niu jego rela­cje ze świa­tem zewnętrz­nym – zaan­ga­żo­wa­nie na forum publicz­nym, zawo­do­wym, nauko­wym etc.  Ety­mo­lo­gicz­nie „uwieść” zna­czy bowiem odcią­gnąć kogoś od pier­wot­nych inten­cji. „Uwo­dze­nie odbiera dys­kur­sowi sens i odwo­dzi go od jego prawdy”[23] – twier­dzi Bau­dril­lard. W zależ­no­ści tej odnaj­du­jemy zatem remi­ni­scen­cję biblij­nej rela­cji Ewy do Adama, w któ­rej to kobieta odwo­dzi męż­czy­znę a także cały świat od pier­wot­nej, dobrej, pra­wo­wier­nej drogi – czyli od raju. Śre­dnio­wieczne pisma teo­lo­giczne czę­sto przy­pi­sy­wały kobie­cie odpo­wie­dzial­ność za sprze­nie­wie­rze­nie się wyro­kom boskim. Jak pisał Ter­tu­lian: „Kobieto, jesteś bramą pie­kieł. Nakło­ni­łaś do grze­chu męż­czy­znę, któ­rego dia­beł nie śmiał jaw­nie napa­sto­wać.”[24] Ist­nieją też źró­dła wcze­śniej­sze. Liczne mity grec­kie opo­wia­dają ze szcze­gó­łami zma­ga­nia hero­sów, by obro­nić się przed powa­bem kobiet. Mit dobrego męż­czy­zny zwo­dzo­nego przez złą kobietę czę­sto też powraca w wielu legen­dach i poda­niach ludo­wych o wiedź­mach. Te ostat­nie pono­sić będą odpo­wie­dzial­ność za odsu­nię­cie męż­czy­zny od szla­chet­nych spraw publicz­nych i światowych.

Uję­cie to, choć wydaje się spójne nie jed­nak praw­dziwe. Sym­bo­liczny i uczu­ciowy cha­rak­ter uwo­dze­nia każe nam zre­wi­do­wać powyż­szą anty­fe­mi­ni­styczną wykład­nię. Już okre­śla­nie kobie­co­ści syno­ni­mem „sła­bo­ści” w prze­ci­wień­stwie do męskiej „siły” suge­ruje, że kobieta nie uwo­dzi swoją jasną i prze­ni­kliwą stra­te­gią bo jako istota „wymy­ka­jącą się świa­tłu” (by użyć okre­śle­nia Levi­nasa) nie ma sil­nie skry­sta­li­zo­wa­nego ego, które skłonne by było do skon­stru­owa­nia prze­bie­głej stra­te­gii. Zwraca się uwagę, że uwo­dze­nie nie ma cha­rak­teru inten­cjo­nal­nego lecz jest rodza­jem inte­rak­cji sym­bo­licz­nej doko­nu­ją­cej się w spo­sób nie­kon­tro­lo­wany, czy wręcz nie­świa­domy. Daje ono o sobie znać raczej w chwili roz­prę­że­nia i nie­uwagi, ani­żeli w kon­se­kwen­cji jakiejś zapla­no­wa­nej stra­te­gii. Bliż­sze prawdy wydaje się zatem twier­dze­nie, że w wyniku impulsu uwo­dze­nia kobieta pod­świa­do­mie przy­ciąga do sie­bie męż­czy­znę. Męż­czy­zna daje się przy­cią­gać, gdyż zgod­nie z zało­że­niami psy­cho­lo­gii głębi Carla Gustawa Junga posiada w sobie  nie­uświa­do­mioną tęsk­notę za kobie­co­ścią, która jest dla niego wyobra­że­niem utra­co­nego dzie­ciń­stwa - łagod­no­ści, bez­pie­czeń­stwa, opie­kuń­czo­ści cha­rak­te­ry­stycz­nych dla opusz­czo­nego domu rodzin­nego. Istotną rolę gra tu także jego wspo­mnie­nie pier­wot­nych kon­tak­tów z matką.[25] Według freu­dow­skiej psy­cho­ana­lizy klu­czowe zna­cze­nie mają wspo­mnie­nia kon­tak­tów cie­le­snych z matką z pierw­szej fazy życia dziecka, w wyniku któ­rych kształ­tuje się jego pobu­dli­wość sek­su­alna. Twier­dze­nia te potwier­dzają wykład­nię kobie­co­ści przez pry­zmat wyobra­że­nia, wspo­mnie­nia dozna­nia cie­le­snego. Męż­czy­zna postrzega kobietę poprzez jej cechy soma­tyczne. Istotną rolę odgrywa tu tęsk­nota dotyku, piesz­czoty.[26] Impuls kobie­co­ści dotyka zatem męż­czy­znę w jego słaby, wraż­liwy punkt. Nastę­puje pro­ces infek­cji kobie­co­ścią, która roz­prze­strze­nia się w duszy męż­czy­zny, zdo­by­wa­jąc stop­niowo nad nią pano­wa­nie. Uwo­dze­nie buduje cie­pły, kobiecy przy­czó­łek w zim­nej męskiej duszy. W kon­cep­cji Junga przy­czó­łek ten okre­ślany jest mia­nem animy.

Istotny w tej rela­cji jest  fakt, że kobie­cość (a raczej jej wyobra­że­nie) w wykładni Junga staje się nie­jako czę­ścią męż­czy­zny, nie jest czymś „poza”. Anima (defi­nio­wana też jako duch, tchnie­nie) to jakby druga, wewnętrzna i ukryta przed świa­tem zewnętrz­nym oso­bo­wość męż­czy­zny obok zewnętrz­nej per­sony. Odnaj­du­jemy w niej wykład­nię mrocz­nych i trud­nych do prze­zwy­cię­że­nia sta­nów naszej nie­świa­do­mo­ści, które szwaj­car­ski psy­cho­log okre­ślał mia­nem arche­ty­pów. Levi­nas nastroje te defi­niuje jako il y a – stan wewnętrz­nego zawie­sze­nia, grozę bez­oso­bo­wej pustki i nie­okre­ślo­no­ści. [27] Anima wyraża jed­nak także tą część męskiej oso­bo­wo­ści, która zwią­zana jest z jego pry­wat­no­ścią, która daje o sobie znać w domo­wym zaci­szu, kiedy to w trak­cie bez­po­śred­nich rela­cji z żoną uze­wnętrz­niają się ukryte przed świa­tem zewnętrz­nym męskie sła­bo­ści i kom­pleksy.[28] Per­sona z kolei odpo­wie­dzialna jest za kon­takty męż­czy­zny ze świa­tem,  jest ona wyni­kiem dopa­so­wa­nia męż­czy­zny do roli, którą zmu­szony jest odgry­wać w spo­łe­czeń­stwie.[29] Odgry­wa­nie tej roli wymaga od niego kon­se­kwen­cji i zde­cy­do­wa­nia. Oto­cze­nie nie znosi bowiem żad­nych wąt­pli­wo­ści, żad­nego rozdwojenia.

Rela­cja uwo­dze­nia powięk­sza zatem zasięg oddzia­ły­wa­nia pod­świa­do­mej animy, z którą trudno wal­czyć przy pomocy narzę­dzi rozu­mo­wych. Wiemy z doświad­cze­nia, że im bar­dziej wal­czymy z jakimś uczu­ciem tym bar­dziej natręt­nie ono do nas powraca. Z ilu­zją, wyobra­że­niem, epi­fa­nią wal­czyć jest znacz­nie trud­niej niż z czymś real­nym, co umiej­sco­wione jest poza nami. To samo doty­czy epi­fa­nii kobie­co­ści. Jej oddzia­ły­wa­nie przy­po­mina efekt bume­rangu – powraca i usi­dla męski umysł, pozo­sta­wia­jąc go w sytu­acji bez wyj­ścia. To krą­że­nie kobie­cego wyobra­że­nia w męskim umy­śle wyka­zuje też zwią­zek z post­mo­der­ni­styczną nauką o zna­kach. Wedle Bau­dril­larda czasy pono­wo­cze­sne cechują się eks­plo­zją zna­ków, krą­żą­cych w obiegu zamknię­tym, które nie skry­wają za sobą żad­nej rze­czy­wi­sto­ści (a raczej skry­wają fakt nie­ist­nie­nia tej rze­czy­wi­sto­ści) lecz są czę­ścią naszych wyobra­żeń, pozo­rów, które fran­cu­ski myśli­ciel nazywa symu­la­krami.[30] Stąd wzięła się także wykład­nia kobie­co­ści Ronalda Bar­thesa doko­nana przez pry­zmat obrazu, poza któ­rym nie ma żad­nego speł­nie­nia[31]. Podob­nie pisze Jacques Der­rida w eseju „Dif­fe­rance” (czyli „Róż­nia”): „obieg zna­ków odra­cza chwilę, w któ­rej mogli­by­śmy napo­tkać rzecz samą, zawład­nąć nią, przy­swoić sobie lub nią sza­fo­wać, dotknąć jej, zoba­czyć, mieć ją w obec­nej naocz­no­ści.”[32]

Powra­ca­jąc do przed­sta­wio­nej na początku eseju cha­rak­te­ry­styki męż­czy­zny przez pry­zmat jego skłon­no­ści do wywie­ra­nia wpływu na oto­cze­nie, teraz jeste­śmy skłonni potwier­dzić, iż owa heglowsko-faustowska skłon­ność (ani­hi­la­cja, pochła­nia­nie róż­nicy) ponosi fia­sko w zde­rze­niu męż­czy­zny z kobie­co­ścią. Pomię­dzy pod­mio­tem, a obiek­tem jego dążeń powstaje nie­re­du­ko­walna próż­nia, utrzy­mu­jąca stan roz­dwo­je­nia. Kobieta nie daje się umie­ścić w wytwo­rzo­nym przez męż­czy­znę sys­te­mie seman­tycz­nej i spo­łecz­nej stra­ty­fi­ka­cji. To nie męż­czy­zna pozy­skuje kobietę, lecz raczej kobieta pozy­skuje męż­czy­znę. Siłą kobie­co­ści nie jest bowiem real­ność, lecz wyobra­że­nio­wość; fakt, że jest ona czę­ścią męskiej jaźni, którą sobie pod­po­rząd­ko­wuje i którą włada z głę­bo­kich zaka­mar­ków męskiej duszy. Taka wykład­nia kobie­co­ści może pocią­gać za sobą dwie reak­cje ze strony męż­czy­zny, obie nie wiesz­czą jed­nak nic dobrego dla jego ducho­wej kondycji.

Pierw­sza wpi­sy­wać się będzie w ten­den­cję uwiel­bie­nia, wywyż­sze­nia kobiety przez męż­czy­znę. Zabieg ten czę­sto sto­so­wany jest w lite­ra­tu­rze pięk­nej. Poczy­na­jąc od lite­ra­tury dwor­skiej i rycer­skiej two­rzo­nej w śre­dnio­wie­czu (odwo­łu­ją­cej się np. do mitu Tri­stana i Izoldy), poprzez Dan­tego po dzieła Szek­spira, na roman­ty­zmie koń­cząc lite­ra­tura opiewa kobie­cość jako źró­dło nad­ludz­kich unie­sień. W uję­ciu tym kobieta pozo­staje nie­do­stępna, nie­tknięta, dzie­wi­cza i jako taka jest przed­mio­tem nie­mal boskiej czci, kon­tem­pla­cji. Śpiewa się dla niej pie­śni, akla­muje się dla niej wier­sze. Nie­miecki pisarz Her­mann Hesse w noweli zawie­ra­ją­cej wątki auto­bio­gra­ficzne „Peter Camen­zid” doświad­cze­nie kon­taktu z kobie­co­ścią przy­rów­nuje do modli­twy, aktu strze­li­stego, wznio­słej ado­ra­cji: „Wiel­bi­łem wszyst­kie kobiety w ogóle jako nie­znany, piękny i tajem­ni­czy rodzaj ludzki, który góruje nad nami dzięki wro­dzo­nemu pięknu i har­mo­nii duszy i który musimy czcić, gdyż odda­lony jest od nas niby gwiazdy i nie­bie­skie szczyty i wydaje się bliż­szy Bogu.”[33] Podob­nie Ema­nuel Levi­nas umiesz­cza kobietę w sfe­rze nie­do­stęp­nej, nie­prze­kra­czal­nej trans­cen­den­cji. Stąd biorą się także porów­na­nia do Matki Boskiej. Roman­tyczny obraz kobie­co­ści łączy ją też z bytem  nie­re­al­nym. Kobieta czę­sto przed­sta­wiana jest jako obja­wie­nie, muza arty­stów, poetów i filo­zo­fów, istota ete­ryczna a nie czło­wiek realny z krwi i kości. Wyobra­że­nie to włada nie­po­dziel­nie męż­czy­zną będąc dla niego źró­dłem inspi­ra­cji, moty­wa­cji do czynu, ale i powo­dem jego udręki.

Druga reak­cja jest wła­śnie odpo­wie­dzią na tą udrękę. Wyraża ją chęć rewanżu na kobie­cie w reak­cji za uwie­dze­nie wła­snej duszy. Reak­cje te są jakby rewer­sem, ciemną stroną  miło­snego upo­je­nia, w trak­cie któ­rych dają o sobie znać demo­niczne, nie­uświa­do­mione wcze­śniej skłon­no­ści. Rewanż jest prze­ja­wem despe­ra­cji w obli­czu bez­sil­no­ści męż­czy­zny, który umiej­sca­wia­jąc kobietę w sfe­rze duchów, a nie bytów real­nych nie potrafi sobie z nią pora­dzić za pomocą dostęp­nych mu, racjo­nal­nych środ­ków. W prak­tyce jego reak­cja obronna prze­ja­wia się w posta­wie zim­nego wyra­cho­wa­nia, które ma być lekar­stwem na zako­cha­nie. Męż­czy­zna odwo­łuje się do prze­bie­głej gry, pró­bu­jąc  roz­gry­wać kobietę bądź uprze­dzać jej ruchy. Wyra­cho­wa­nie może przyj­mo­wać wiele postaci. Jedną z nich sym­bo­li­zuje postawa tzw. męskiego uwo­dzi­ciela, którą w lite­ra­tu­rze pięk­nej odzwier­cie­dlają takie posta­cie jak Don Juan, Casa­nova, Johan­nes z „Dzien­nika uwo­dzi­ciela” Kier­ke­ga­arda. Zwłasz­cza ta ostat­nia postać uosa­bia­jąca w sobie z jed­nej strony este­tyczne cechy roman­tyka, z dru­giej zaś cynicz­nego gra­cza, który roz­ko­szuje się wła­snymi wyobra­że­niami i mister­nie pro­wa­dzoną intrygą zasłu­guje na uwagę. Johan­nes brzy­dzi się nie tylko zbli­że­niem fizycz­nym, ale i jakim­kol­wiek trwa­łym związ­kiem z piękną Kor­de­lią. Zdo­byta kobieta, kobieta poko­nana staje się dla niego już nie­atrak­cyjna i przez to mar­twa. „Kiedy dziew­czyna oddała wszystko, staje się niczym, stra­ciła wszystko […] Żaden opór nie jest teraz moż­liwy, a miłość jest piękna dopóki opór ist­nieje…”[34]- pisze w ostat­nich aka­pi­tach swo­jego dzieła Kierkegaard.

Inną, bar­dziej rady­kalną (i wyra­żoną już w spo­sób dosłowny, a nie meta­fo­ryczny jak powy­żej) reak­cję na kobiece uwie­dze­nie sym­bo­li­zują liber­tyń­scy boha­te­ro­wie z mrocz­nych i per­wer­syj­nych powie­ści Mar­kiza de Sade. W inter­pre­ta­cji takich inter­pre­ta­to­rów Mar­kiza jak Pierre Klos­sow­ski oraz Geo­rge Bat­ta­ile u autora tego szcze­gól­nie widoczna jest siła dia­lek­tycz­nej sprzecz­no­ści pomię­dzy roman­tycz­nym uwiel­bie­niem dla kobie­cego dzie­wic­twa a nie­re­al­no­ścią takiego obrazu kobiety co zsyła na męż­czy­znę nie­wy­obra­żalne cier­pie­nia, które zre­kom­pen­so­wać może jedy­nie krwawa zemsta, inter­pre­to­wana też jako nie­tz­sche­ań­ska w swym duchu ucieczka od apol­liń­skiego ładu w kie­runku dio­ni­zyj­skiego sza­leń­stwa. Roman­tyzm sąsia­duje tu z per­wer­sją; uwiel­bie­nie z poni­że­niem, Eros z Tha­na­to­sem. Zgod­nie z tym uza­sad­nie­niem sze­roko opi­sy­wane na kar­tach sadycz­nych powie­ści bru­ka­nie dzie­wi­czej nie­win­no­ści morzem eks­kre­men­tów, krwi i spermy nie służy jedy­nie wul­gar­nemu poni­że­niu kobiety; w isto­cie ma ono na celu wyka­za­nie dra­matu ludz­kiej egzy­sten­cji, zamknię­tej w wię­zie­niu bez wyj­ścia, dla któ­rej Bóg i dzie­wic­two pozo­stają w sfe­rze nie­do­stęp­nej.[35]

W takich kate­go­riach należy postrze­gać prze­wagę kobiet nad męż­czy­znami w bez­po­śred­niej rywa­li­za­cji damsko-męskiej. Prze­waga ta ma cha­rak­ter sym­bo­liczny, a nie realny; przy­na­leży ona bar­dziej do świata duchów i jest wyni­kiem lep­szej pre­dys­po­zy­cji kobiet do odnaj­dy­wa­nia się w płyn­nym śro­do­wi­sku prze­kazu semio­tycz­nego. Nie zna­czy to jed­nak, że jest to prze­waga wir­tu­alna, którą można odwró­cić, wraz z prze­bu­dze­niem ze złego snu. O ile wyzwa­nia mają cha­rak­ter zewnętrzny można wyszu­ki­wać racjo­nalne spo­soby radze­nia sobie z nimi, jeżeli jed­nak włą­czają się one w struk­turę naszej wyobraźni sta­jąc się czę­ścią  naszych wła­snych kom­plek­sów walka z nimi staje się nie­mal nie­moż­liwa. Kobiety uczą męż­czyzn pokory.

Jean Bau­dril­lard odwraca tra­dy­cyjną argu­men­ta­cję śro­do­wisk eman­cy­pa­cyj­nych pre­zen­tu­jącą kobie­cość przez pry­zmat odwiecz­nej walki prze­ciwko poni­że­niu ze strony męż­czyzn. Sze­roko lan­so­wa­nej przez femi­nistki tezie o niż­szym sta­tu­sie spo­łecz­nym kobiet  prze­ciw­sta­wia tezę, w myśl któ­rej to męż­czy­zna ska­zany jest na koniecz­ność nie­ustan­nego uwia­ry­gad­nia­nia się przed kobietą za pośred­nic­twem osią­gnięć w świe­cie zewnętrz­nym. Przyj­mu­jąc, że domeną męsko­ści jest sfera publiczna to podą­ża­jąc tro­pem Bau­dril­larda możemy ana­li­zo­wać prze­słanki jej ukształ­to­wa­nia przez pry­zmat kom­pleksu męż­czy­zny wzglę­dem kobiety. Zgod­nie z tą wykład­nią męż­czy­zna w toku roz­woju cywi­li­za­cyj­nego two­rzy struk­tury swo­jej supre­ma­cji aby zre­kom­pen­so­wać wła­sne sła­bo­ści i resen­ty­menty. O tym jak wątłe są męskie ini­cja­tywy świad­czyć ma koniecz­ność odwo­ły­wa­nia się do metod przy­musu i opre­sji w celu ich  utrzy­ma­nia przy życiu. „W tym sen­sie – pisze Bau­dril­lard - męskość byłaby od początku two­rem szcząt­ko­wym, wtór­nym i kru­chym, któ­rego trzeba było bro­nić za pomocą obwa­ro­wań, insty­tu­cji i wybie­gów. Twier­dza fal­licz­no­ści posiada wszel­kie zna­miona warowni, to zna­czy oznaki sła­bo­ści.[…] Baśń sek­su­alna odwraca porzą­dek baśni fal­licz­nej, w któ­rej kobieta powstaje z męż­czy­zny w efek­cie odej­mo­wa­nia (żebra) i powiada, że to męż­czy­zna pocho­dzi od kobiety – mocą wyjątku”.[36]

Cyto­wany na początku opra­co­wa­nia Geoff Dench stoi na sta­no­wi­sku pod­kre­śla­ją­cym cen­tralną pozy­cję i nie­for­malną wła­dzę kobiet. Według ame­ry­kań­skiego socjo­loga repre­zen­tu­ją­cego nurt anty­fe­mi­ni­styczny to Freud przy­czy­nił się do pod­wa­że­nia tra­dy­cyj­nego prze­ko­na­nia o potę­dze kobiet, a tym samym do zachwia­nia plu­ra­li­zmu i rów­no­wagi mie­dzy płciami. [37]

Nie­za­leż­nie od słusz­no­ści ostat­niej z wymie­nio­nych tez, zgo­dzić się wypada z ogól­nym twier­dze­niem, iż kobie­cość to gene­ra­tor pod­świa­do­mej siły, która wywiera wpływ na oto­cze­nie. W skład tego oto­cze­nia wcho­dzić mogą sprawy publiczne, zawo­dowe, poli­tyczne, które – zgod­nie z wykład­nią Bau­dril­larda - kształ­to­wane są pod wpły­wem kobiet albo też w reak­cji na kobie­cość (jako formy ucieczki przed kobie­co­ścią lub roz­dwo­je­niem męskiej duszy). Błę­dem jest zatem przy­pi­sy­wa­nie kobie­tom prze­sła­nek inten­cjo­nal­nych twier­dząc, że  wywie­rają one celowy wpływ na męż­czyzn aby reali­zo­wać swoje inte­resy. Przy­padki celo­wego uwo­dze­nia mają mar­gi­nalne zna­cze­nie dla cha­rak­te­ry­styki rela­cji płci. Kobie­cość bar­dziej należy postrze­gać przez pry­zmat pod­świa­do­mej moty­wa­cji bądź ukry­tego kom­pleksu mężczyzny.

Tak czy ina­czej męskość w powyż­szej wykładni wydaje się być wtórna i struk­tu­ral­nie słab­sza od kobie­co­ści. Nie wszystko w niej jed­nak jest słabe. W pew­nych warun­kach męż­czy­zna potrafi zdo­być prze­wagę nad kobietą. Kolejne etapy zdo­by­wa­nia tej prze­wagi odzwier­cie­dla histo­ria cywi­li­za­cji euro­pej­skiej. W pro­ce­sie tym męż­czy­zna zdo­łał wyrwać się z odwiecz­nej domi­na­cji kobiet. Udało mu się to dzięki pod­po­rząd­ko­wa­niu sobie zaso­bów śro­do­wi­ska natu­ral­nego, oddzie­le­niu mate­rii prawa pry­wat­nego od publicz­nego, ukształ­to­wa­niu insty­tu­cji wła­dzy i hie­rar­chii spo­łecz­nej i – przede wszyst­kim – nada­niu poję­ciom nowego, męskiego sys­temu zna­czeń dzięki zasa­dom racjo­nal­nej logiki. Według arche­olo­gów i antro­po­lo­gów momen­tem dzie­jo­wym, w któ­rym czło­wiek osta­tecz­nie wyeman­cy­po­wał się od kultu matki ziemi i bogini Wenus był wielki prze­wrót neo­li­tyczny, wtedy to opu­ścił on świat natury, by prze­nieść się do świata kul­tury.[38]

Patrząc jed­nak cało­ściowo (tzn. nie tylko przez pry­zmat makro ale i mikro­struk­tury) można by  skło­nić się ku tezie, że cywi­li­za­cja zachod­nia nie miała wcale cha­rak­teru patriar­chal­nego, lecz pozwa­lała utrzy­mać mate­rię płci w sta­nie względ­nej rów­no­wagi. Odtąd świat poli­tyki, spraw publicz­nych i rela­cji zawo­do­wych pozo­sta­wał prze­ja­wem domi­na­cji męż­czyzn; podob­nie jak świat rela­cji bez­po­śred­nich, inter­per­so­nal­nych, rodzin­nych i ero­tycz­nych - kobiet. Rów­no­wagę tą – za Jun­giem - można też przed­sta­wić z wyko­rzy­sta­niem opo­zy­cji wewnętrzne – zewnętrzne. Męski logos to jakby zewnętrzny gmach sta­bil­nej struk­tury spo­łecz­nej; kobiecy eros – to pod­skórne, nie dostrze­galne gołym okiem impulsy, nie­cier­pli­wie krą­żące wewnątrz tej struk­tury, spi­sku­jące i knu­jące prze­ciwko niej, pró­bu­jąc ją pod­wa­żyć i prze­war­to­ścio­wać. Na straży zewnętrz­nego ładu zawsze stały wypra­co­wane u źró­deł cywi­li­za­cji zachod­niej wer­ty­kalne struk­tury spo­łeczne i poli­tyczne, sfor­ma­li­zo­wane i skon­cen­tro­wane w okre­sie nowo­żyt­nym.[39] W struk­tu­rach tych wszystko, nie wyłą­cza­jąc kate­go­rii płci było na swoim miej­scu i miało swe nie­zmienne prze­zna­cze­nie. Kobiecy eros działa tu jak czyn­nik dekon­struk­cji, jego oddzia­ły­wa­nie nie nisz­czy jed­nak lecz wciąż odna­wia i resty­tu­uje Świętą Struk­turę. Oba arche­typy: kobiecy i męski jako swe binarne prze­ci­wień­stwa dzięki nie­ustan­nej walce nie osła­biają lecz wzmac­niają się nawza­jem i gene­rują swoje siły.

Post­mo­der­nizm jako kobiecość

Czasy pono­wo­cze­sne wiesz­czą jed­nak zagro­że­nie dla tak rozu­mia­nej rów­no­wagi. Według wielu opi­nii prze­obra­że­nia cywi­li­za­cyjne, któ­rych jeste­śmy aktu­al­nie świad­kami można roz­pa­try­wać w kate­go­riach zmian rela­cji płci. Kobiecy cha­rak­ter cza­sów pono­wo­cze­snych  defi­niuje się w róż­no­rodny spo­sób. Wska­zują na niego prze­obra­że­nia sfery publicz­nej, pole­ga­jące na ero­zji patriar­chal­nych struk­tur pań­stwa naro­do­wego. Cen­tralne spra­wo­wa­nie wła­dzy zastę­po­wane jest licz­nymi współ­za­leż­no­ściami sie­cio­wymi. Rosnąca zło­żo­ność sys­temu powo­duje prze­mie­sza­nie się sfery pry­wat­nej z publiczną, gdyż trudno okre­ślić gdzie są gra­nice oddzie­la­jące oba porządki. O kobie­cym cha­rak­te­rze współ­cze­snych cza­sów zdają się także świad­czyć prze­miany tech­no­lo­giczne doty­czące spo­so­bów komu­ni­ko­wa­nia się. Rewo­lu­cja tele­ko­mu­ni­ka­cyjna wzmac­nia siłę oma­wia­nych w eseju inte­rak­cji sym­bo­licz­nych, które cha­rak­te­ry­zo­wa­li­śmy przez pry­zmat „rytu­ału uwo­dze­nia”. Prze­miany obej­mują w końcu gospo­darkę. Obecne tech­no­lo­gie pro­duk­cji stają się coraz bar­dziej przy­ja­zne dla śro­do­wi­ska natu­ral­nego, w efek­cie czego inspi­ro­wana już przez Stary Testa­ment męska skłon­ność do eks­pan­sji i domi­na­cji nad oto­cze­niem przy­rod­ni­czym nie znaj­duje dzi­siaj swo­jego podat­nego ujścia i prze­grywa z tren­dami soft ware - gospo­darki opar­tej na wie­dzy. Nacisk prze­nie­siony zostaje ze świata zewnętrz­nego na świat wewnętrzny.

Aby uchwy­cić istotę inte­re­su­ją­cych nas prze­obra­żeń nale­ża­łoby jed­nak się­gnąć nieco głę­biej do sfery języka, semio­lo­gii i filo­zo­fii prze­kazu. Głów­nym wnio­skiem wyła­nia­ją­cym się z poprzed­niego roz­działu była teza o wyobra­że­nio­wym, epi­fa­nicz­nym a nie real­nym cha­rak­te­rze kobie­co­ści. Na męż­czy­znę oddzia­łuje nie tyle kobieta jako pod­miot, który ma swoje racjo­nalne inte­resy i ocze­ki­wa­nia; lecz uwo­dzi go jej obraz, jej wyobra­że­nie, tchnie­nie, duch, anima. Docho­dzi tu do magii oddzia­ły­wa­nia sym­bo­licz­nego, która roz­czula męską pod­mio­to­wość, osa­cza jej psychikę.

Prze­miany cywi­li­za­cyjne, które aktu­al­nie się doko­nują w sfe­rze zna­czeń zdają się wzmac­niać to oddzia­ły­wa­nie. Głę­boki sens post­mo­der­ni­stycz­nej meta­mor­fozy inter­pre­tuje się przez pry­zmat odej­ścia od daw­nej onto­lo­gii (meta­fi­zyki obec­no­ści), postu­lu­ją­cej nie­re­du­ko­walny zwią­zek pomię­dzy świa­tem zewnętrz­nym a naszym wyobra­że­niem. Zgod­nie z tym uza­sad­nie­niem prze­kaz infor­ma­cyjny nie jest dzi­siaj wyni­kiem rze­czy­wi­sto­ści zewnętrz­nej (którą odwzo­ro­wuje, bada i opi­suje), ale sam two­rzy, kreuje ową rze­czy­wi­stość. Poja­wia się semio­tyka, sys­tem samo-referencyjnych odnie­sień samych tylko zna­ków do sie­bie, pozo­sta­ją­cych bez żad­nego związku z rze­czy­wi­sto­ścią.[40] Środki prze­kazu – jak wyka­zują Mar­schall McLu­han i Bau­dril­lard - nie odzwier­cie­dlają rze­czy­wi­sto­ści, ale służą jako maszyny do „pomna­ża­nia” obra­zów i zna­ków. Uży­wa­jąc innego wyja­śnie­nia prze­mianę tą można przed­sta­wić w ten spo­sób, że pomię­dzy zna­kiem a rze­czy­wi­sto­ścią two­rzy się nie­re­du­ko­walna róż­nica, Der­ri­diań­ska dif­fe­rance („róż­nia”, dystans, roz­stęp, roz­su­nie­cie, odwle­cze­nie) pozo­sta­wia­jąca znak w sta­nie per­ma­nent­nego zawie­sze­nia, bądź krą­że­nia wokół swego przed­miotu. Nie­re­al­ność, fik­cyj­ność znaku nie osła­bia lecz wzmac­nia jego oddzia­ły­wa­nie. W efek­cie idee nie prze­ku­wają się już w rzeczywistość.

Taki wła­śnie semio­tyczny sens doko­nu­ją­cych się prze­mian cywi­li­za­cyj­nych dobrze się wpi­suje w prze­obra­że­nia rela­cji płci, które zde­fi­nio­wa­li­śmy powy­żej przez pry­zmat inte­rak­cji sym­bo­licz­nych.  Aby odpo­wie­dzieć na pyta­nie jak głę­bo­kie są to prze­miany – jeżeli cho­dzi o rela­cję płci - z jed­nej strony istotne byłoby prze­ba­da­nie prze­obra­żeń zacho­dzą­cych w świe­cie zewnętrz­nym (zwią­za­nych z makro­struk­tu­ral­nym zawę­ża­niem obszaru sfery publicz­nej, ero­zją insty­tu­cji pań­stwa naro­do­wego); z dru­giej zaś  – wewnętrz­nym, psy­cho­lo­gicz­nym, cha­rak­te­ry­zo­wa­nym w eseju przez pry­zmat „rytu­ału uwodzenia”.

1) W zakre­sie rela­cji świata zewnętrz­nego należy zwró­cić uwagę na kon­se­kwen­cje zawę­że­nia obszaru sfery publicz­nej i odnieść ten pro­ces do rela­cji płci. Jak dowo­dzi Mar­schall McLu­han dzięki roz­wo­jowi środ­ków komu­ni­ka­cji i wymiany infor­ma­cji powięk­sza się sfera rela­cji bez­po­śred­nich czyli pry­wat­nych, kształ­to­wa­nych przez nasze odczu­cia i wyobra­że­nia. Reduk­cji ulega „sfera zewnętrzna”.[41] Sfera pry­watna jest domeną kobiet, które posia­dają lep­szą pre­dys­po­zy­cję do odnaj­dy­wa­nia się w płyn­nym śro­do­wi­sku prze­kazu semio­tycz­nego. Nie są one tak uza­leż­nione jak męż­czyźni od kate­go­rii prawdy ufun­do­wa­nej na onto­lo­gicz­nych, zewnętrz­nych pod­sta­wach, skąd wyni­ka­łyby jakieś pra­wo­mocne dys­po­zy­cje i roz­strzy­gnię­cia; stąd też zawsze były bar­dziej prak­tyczne, bez­po­śred­nie; nie potrze­bu­jąc deduk­cyj­nych uza­sad­nień dla swych poczy­nań, łatwo nawią­zy­wały kon­takty i osią­gały przez to swoje nama­calne cele. Kobieta jest istotą bar­dziej spo­łeczną od męż­czy­zny, bo gene­ruje więk­szą ilość zna­ków (sama zresztą - jak wyka­zuje C. Levi-Strauss - będąc zna­kiem), a przez to więk­szą ilość doznań u odbiorcy i więk­szą ilość kon­tak­tów oso­bi­stych. To cechy bar­dzo istotne w sie­cio­wym spo­łe­czeń­stwie, dające moż­li­wość osią­ga­nia prze­wagi kon­ku­ren­cyj­nej. I na odwrót - prze­obra­że­nia doko­nu­jące się w sfe­rze makro­struk­tury spo­łecz­nej nie pozo­stają bez wpływu na kon­dy­cję psy­cho­lo­giczną męż­czy­zny. Kur­cze­nie się zewnętrz­no­ści, zmniej­sza szanse dla reali­za­cji jego pasji, które nie­gdyś były koja­rzone np. z poli­tyką, wojną, polo­wa­niem, uprawą roli, tech­niką. Osią­gnię­cia w świe­cie zewnętrz­nym odgry­wają coraz mniej­szą rolę, podob­nie jak pozy­cja spo­łeczna, iden­ty­fi­ko­wana z pracą zawo­dową, tytu­łem bądź inną formą pre­stiżu. W efek­cie męż­czy­zna zamknięty w cia­snym świe­cie rela­cji pry­wat­nych, które nigdy nie były jego mocną stroną staje się coraz słab­szy i zamknięty w sobie. Tra­cąc umo­co­wa­nie na zewnątrz nie potrafi też odna­leźć for­muły dla kon­tak­tów bez­po­śred­nich z kobietą.

2) W zakre­sie rela­cji świata wewnętrz­nego – zwią­zek semiozy (bądź semiur­gii jak powie­działby demo­nicz­nie Bau­dril­lard) z kate­go­rią rela­cji płci wydaje się jesz­cze bar­dziej nama­calny. Warto w tym momen­cie zwró­cić uwagę na wpływ prze­mian technologiczno-naukowych na zmiany zacho­dzące w ludz­kiej świa­do­mo­ści. W tym celu nale­ża­łoby powró­cić raz jesz­cze do kate­go­rii uwo­dze­nia, wyka­zać jego deter­mi­ni­styczną, fata­li­styczną moc pogłę­bia­jącą bez­miar ludz­kiego psy­che; by zdać sobie sprawę, że wywie­dziony z osią­gnięć nauk przy­rod­ni­czych scep­ty­cyzm współ­cze­snych myśli­cieli w zakre­sie moż­li­wo­ści dotar­cia do prawdy wprost prze­kłada się na męskie fru­stra­cje, kom­pleksy i resen­ty­menty. Przez uwo­dze­nie oddzia­łuje na pod­miot kobieta, kobieta trak­to­wana, jako znak, jako obraz. Współ­cze­sna nauka o zna­kach (w tym teo­ria symu­la­krów Bau­dril­larda) wyka­zuje jed­nak nie­zbi­cie, że tak rozu­miana kobieta już w zało­że­niach pozo­staje nie­speł­nioną obiet­nicą, zapo­wie­dzią, która nigdy się nie ziści – ilu­zją, pozo­rem. To nie­re­ali­zo­wal­ność obiet­nicy powo­do­wała roz­pacz Kier­ke­ga­arda, wpra­wiała we wście­kłość Mar­kiza de Sade. Stąd brały się inter­pre­ta­cje ludz­kiej natury pod­kre­śla­jące silną dycho­to­mię toż­sa­mo­ści, roz­dwo­je­nie duszy i ciała, obecne we freu­dow­skiej psy­cho­ana­li­zie, ale i w sys­te­mach reli­gij­nych, filo­zo­ficz­nych takich jak np. gno­sty­cyzm. Opie­rały się one na prze­świad­cze­niu, że o ile miłość duchowa jest czy­sta i pod­nio­sła; o tyle fizyczna – grzeszna. Ciało jest wię­zie­niem duszy (Pla­ton), bądź dusza jest wię­zie­niem ciała (Freud). Tak czy ina­czej kon­takt cie­le­sny nigdy nie dorówna upoj­nej zapo­wie­dzi, która go poprze­dza w chwili uwo­dze­nia, magicz­nego bły­sku spoj­rze­nia, namięt­nego bo cał­ko­wi­cie wol­nego od wszel­kiej cie­le­sno­ści, pierw­szego dotyku dłoni, muśnię­cia ustami. Wszystko co jest póź­niej to jedy­nie marna namiastka tego pier­wot­nego doznania.

We współ­cze­snym świe­cie zdo­mi­no­wa­nym przez mas­sme­dia i prze­kaz audio­wi­zu­alny – to roz­dwo­je­nie staje się jesz­cze bar­dziej oczy­wi­ste i nama­calne. Na każ­dym kroku nasze zmy­sły pod­da­wane są zma­so­wa­nemu ata­kowi prze­ka­zów i obra­zów kobie­co­ści, ich uro­kli­wych obiet­nic i nie­speł­nio­nych zapo­wie­dzi.[42] Obrazy te obecne są na bil­bor­dach, w cza­so­pi­smach, rekla­mach, fil­mach, witry­nach inter­ne­to­wych, we wszyst­kich moż­li­wych środ­kach prze­kazu. Roz­wój środ­ków audio­wi­zu­al­nych wzmac­nia bowiem naj­bar­dziej inte­gralną, imma­nentną cechę kobie­co­ści jaką jest jej zewnętrzny obraz. To obraz kobiety oddzia­łuje na bodźce wzro­kowe męż­czy­zny i – jak wyka­zano w eseju – jedy­nie obraz kobiety (a nie realna, mate­rialna istota z krwi i kości)  uwo­dzi męż­czy­znę. Stąd też współ­cze­sna kul­tura jedy­nie dostar­cza narzę­dzi tech­nicz­nych aby zwie­lo­krot­nić to oddzia­ły­wa­nie. Jed­no­cze­śnie wła­śnie w cza­sach współ­cze­snych, gdy doświad­cze­nie środ­ków audio­wi­zu­al­nych stało się tak powszechne (a z dru­giej strony dobrze zdia­gno­zo­wane), skłonni jeste­śmy potwier­dzić, iż skoro kobie­cość mani­fe­stuje się wła­śnie w zna­ko­wej, semio­tycz­nej for­mie to forma ta potwier­dza symu­la­cyjny, ilu­zo­ryczny cha­rak­ter kobie­co­ści jako takiej; kobie­co­ści a nie tylko jej obrazu. Do takiej kon­sta­ta­cji skła­nia dia­gno­zo­wana przez post­mo­der­ni­stów teza o zerwa­niu związku pomię­dzy naszymi obra­zami, wyobra­że­niami o rze­czy­wi­sto­ści a samą rze­czy­wi­sto­ścią. Ta ostat­nia wedle Bau­dril­la­dra nie istnieje.

***

Pod­sta­wowy wnio­sek z powyż­szych roz­wa­żań wpi­sy­wać się będzie w istotę pew­nego, bar­dzo wymow­nego i brze­mien­nego w skutki prze­obra­że­nia, które ma miej­sce we współ­cze­snej kul­tu­rze, prze­obra­że­nia anty­cy­po­wa­nego m. in. przez Kier­ke­ga­arda, Nie­tz­schego, psy­cho­ana­lizę, post­struk­tu­ra­li­stów. Prze­obra­że­nie to zin­ter­pre­tujmy przez pry­zmat prze­su­nię­cia akcentu w ludz­kiej wraż­li­wo­ści, spo­sobu postrze­ga­nia i inter­pre­ta­cji ze świata zewnętrz­nego na świat wewnętrzny i w  efek­cie zato­pie­nia się czło­wieka w głę­bi­nach wła­snej jaźni. Wią­zać go można ze zmierz­chem onto­lo­gicz­nych, sys­te­mo­wych inter­pre­ta­cji świata i naro­dzi­nami wyko­rze­nio­nego indy­wi­du­ali­zmu, „czło­wieka bez właściwości”.

Kobieta od samego początku była wytwo­rem męż­czy­zny obec­nym w jego pod­świa­do­mo­ści i tylko tam. Wszystko co czy­nił męż­czy­zna czy­nił przez pry­zmat kobiety. Nie­za­leż­nie od tego czy jej ule­gał, czy też się jej wyrze­kał, to kobieta pozo­sta­wała dla niego punk­tem odnie­sie­nia. Jeżeli two­rzył swój wła­sny świat, z dala od kobiety, szu­ka­jąc zaci­sza i wol­no­ści, rów­nież były to dzia­ła­nia moty­wo­wane pod­świa­do­mie kobie­co­ścią. Cała rze­czy­wi­stość zewnętrzna została stwo­rzona w reak­cji na kobie­cość. W świe­cie tym urzą­dzo­nym według męskiej, patriar­chal­nej for­muły nie zabra­kło oczy­wi­ście miej­sca dla kobiet, ale miej­sce to rów­nież wymy­ślił męż­czy­zna. Wyna­la­zek mał­żeń­stwa, insty­tu­cja rodziny wpi­sują się w te zabiegi. Podej­mo­wał je  męż­czy­zna moty­wo­wany pra­gnie­niem prze­zwy­cię­że­nia nie­re­du­ko­wal­nego roz­dwo­je­nia wła­snej duszy, chę­cią odgad­nie­nia nie­od­gad­nio­nego, pochło­nię­cia kobie­co­ści, wtło­cze­nia jej w sys­tem, by już nad nią zapa­no­wać, by mieć ją pod kon­trolą. Od samego początku kobieta wymy­kała się jed­nak tym zabiegom.

Doko­nu­jące się aktu­al­nie we współ­cze­snej kul­tu­rze prze­su­nię­cie akcentu ze świata zewnętrz­nego na wewnętrzny, intro­spek­tywny to kres męskich złu­dzeń, że można zwy­cię­żyć, że ist­nieje jakaś zewnętrz­ność, że można uciec przed kobie­co­ścią do swo­jego zaci­sza i w tym zaci­szu zna­leźć jakiś spo­sób, jakąś for­mułę na kobie­cość. Osta­teczny zmierzch patriar­chatu ozna­cza zatem dla męż­czy­zny koniec kobie­co­ści, takiej jaką sobie wymy­ślił, czyli jedy­nej moż­li­wej z punktu wie­dze­nia racjo­nal­nej logiki rozu­mo­wa­nia. Eman­cy­pa­cja kobie­co­ści to eman­cy­pa­cja nie­okre­ślo­no­ści, zmien­no­ści, wie­lo­znacz­no­ści, modal­no­ści; eman­cy­pa­cja świata, w któ­rym nie ma już podziału płci, ani płci jako takiej, podob­nie jak innych form trwa­łej wła­dzy i toż­sa­mo­ści. Okre­śle­nia „kobiece czasy” uży­wać należy zatem wyłącz­nie w prze­no­śni. Kobiety zostały bowiem wymy­ślone przez męż­czyzn i razem z nim odcho­dzą w nie­pa­mięć. Umie­ra­jący  męż­czy­zna zabiera do grobu swoje wyobrażenie.

Michał Gra­ban

 

[1]  Kon­tro­wer­sje nie­któ­rych śro­do­wisk femi­ni­stycz­nych (m.in. przed­sta­wi­cielki femi­ni­zmu post­mo­der­ni­stycz­nego Judith Butler) budzi zresztą sama kon­cep­cja dycho­to­mii płci.  Śro­do­wi­ska te wycho­dząc z zało­żeń M. Foucaulta binar­ność płci uwa­żają za wytwór kul­tury męskiej dominacji.

[2]  Por. P. Gębala, SJ Sche­maty i trans­gre­sje płci [w:], ALBO albo. Pro­blemy psy­cho­lo­gii i kul­tury. Pismo inter­dy­scy­pli­nar­nych poszu­ki­wań, Cywi­li­za­cja i płeć,  2/2007,  s. 13.

[3]  A. Koś, Wol­ność według Georges’a Bataille’a [w:], Nowa Kry­tyka. Cza­so­pi­smo Filo­zo­ficzne, nr. 17/2005, s.161-186.

[4]  Por. S. B. Ort­ner, Czy kobieta tak się ma do męż­czy­zny jak „natura” do „kul­tury” ? [w:], Nikt nie rodzi się kobietą, pod red. T. Hołówka, War­szawa 1982, s. 112-141.

[5] Por. E. Levi­nas, Całość i nie­skoń­czo­ność. Esej o zewnętrz­no­ści, War­szawa 1998, s. 307-319.

[6]  M. Ada­miak, O kobie­cie, która nawie­dza myśl. Kobieta jako figura inno­ści w kon­cep­cji pod­miotu Emma­nu­ela Levi­nasa, War­szawa 2007,  s.11.

[7] B. Bana­siak, Filo­zo­fia końca filo­zo­fii. Dekon­struk­cja Jacqu­esa Der­ridy, War­szawa 1995, s.29-53.

[8] E. Rewers, Język i prze­strzeń w postruk­tu­ra­li­stycz­nej filo­zo­fii kul­tury, Poznań 1996, s.21.

[9]  Św. Augu­styn, Dia­logi filo­zo­ficzne, Kra­ków 1999, s. 34.

[10]  G.W.F. Hegel, Zasady filo­zo­fii prawa, 1969 PWN, s. 175-176.

[11]  K. Guczal­ska, Miłość i cnota poli­tyczna. Rodzina i kobieta w filo­zo­fii Hegla, Kra­ków 2002, s . 72.

[12]   Ibid., s . 93.

[13]  U. Fre­vert, Mąż i nie­wia­sta. Nie­wia­sta i mąż. O róż­ni­cach płci w cza­sach nowo­cze­snych, War­szawa 1997,       s. 36.

[14]  G. Dech, Poca­łu­nek kró­lewny. Pro­blem męż­czyzn, War­szawa 1998, s. XXI.

[15]   J. Bau­dril­lard, Słowa klu­cze, War­szawa 2008, s. 26.

[16]    J. Bau­dril­lard, O uwo­dze­niu, War­szawa 2005, s. 84.

[17]    A. Gid­dens, Socjo­lo­gia, War­szawa 2007, s. 104-107.

[18]     J. Bau­dril­lard, O  uwo­dze­niu, op. cit., s. 76.

[19]     S. Kier­ke­ga­ard, Albo-albo,  tom 1, War­szawa 1981, s. 363.

[20]     Pla­ton, Dia­logi, War­szawa 1993, s. 95.

[21]    E. Levi­nas, Całość i nie­skoń­czo­ność. Esej o zewnętrz­no­ści, op. cit., s. 326-327.

[22]    M. Ada­miak, O kobie­cie, która nawie­dza myśl. Kobieta jako figura inno­ści w kon­cep­cji pod­miotu Emma­nu­ela Levi­nasa, op. cit., s. 147.

[23]   J. Bau­dril­lard, O  uwo­dze­niu,  op. cit., s. 55.

[24]   Cyt. za S. de Beau­viour, Druga płeć, War­szawa 2003, s.116.

[25]   C. G. Jung, O natu­rze kobiety, Poznań 1992, s. 1-48 i 94.

[26]  O roli piesz­czoty pisze Levi­nas: „ Słaba, łagodna kobieta budzi w kochanku zacho­wa­nie, które nie opiera się ani na czy­stym współ­od­czu­wa­niu, ani na czu­ło­ści, ale na roz­ko­szo­wa­niu się współ­od­czu­wa­niem, to zna­czy na piesz­czo­cie. […] W piesz­czo­cie, która z jed­nej strony pozo­staje sto­sun­kiem zmy­sło­wym, ciało uka­zu­jąc się jako ero­tyczna nagość, ogo­łaca się z samej swej formy. W cie­le­snej piesz­czo­cie ciało porzuca sta­tus bytu, sta­tus jeste­stwa” E. Levi­nas, Całość i nie­skoń­czo­ność. Esej o zewnętrz­no­ści, op. cit., s. 310-311.

[27]  M. Kozak, Obec­ność nie­obec­no­ści Il y a [w:], Meta­fi­zyka obec­no­ści, pod red. A. Bobko, M. Kozak,  Kra­ków 2006, s.  142-143.

[28]   Jung dla zobra­zo­wa­nia męskich sła­bo­ści ukry­tych przed świa­tem zewnętrz­nym podaje przy­kłady dzi­wactw zna­nych postaci (Wagnera,  Nie­tz­schego) i  mężów stanu np. Bismarcka,  który mie­wał napady histo­rycz­nego pła­czu.   por. C. G. Jung O natu­rze kobiety, op. cit., s. 89.

[29]  Ibid., s. 89-91

[30]   J. Bau­dril­lard, Symu­la­kry i symu­la­cja, War­szawa 2005, s. 11-12.

[31]  R. Bar­thes, Frag­menty dys­kursu miło­snego, War­szawa 1999, s. 193-195. Jak czy­tamy we wpro­wa­dze­niu do książki Bar­thesa: „Ja miło­sne nie potrafi wymknąć się obra­zom, gdyż bez nich nie może ist­nieć. Jedyne, co może zro­bić, to ziden­ty­fi­ko­wać się z nim, przy­kleić doń.…” Ibid., s. 23.

[32]  J. Der­rida, Róż­nia (dif­fe­rance), [w:] Drogi współ­cze­snej filo­zo­fii, pod red. M. J. Sie­mek, War­szawa 1978, s. 374-411. Jak pisze B. Bana­siak – pro­pa­ga­tor dzieł Der­ridy w Pol­sce, kobieta „nie daje się wziąć”, uni­ka­jąc jakie­mu­kol­wiek „osta­tecz­nemu zawłasz­cze­niu, nisz­czy zara­zem wszelką toż­sa­mość, wszelką wła­sność”. B. Bana­siak, Filo­zo­fia „końca filo­zo­fii”…, op. cit., s. 103.

[33]  H. Hesse, Peter Camen­zid, War­szawa 1994, s. 26.

[34]   S. Kier­ke­ga­ard, Albo-albo, Tom I, op. cit., s. 521.

[35]   Kore­la­cja wywyż­sze­nia kobiety z jej poni­że­niem posiada dość długą tra­dy­cję wywo­dzącą się z freu­dow­skiej psy­cho­ana­lizy. Zgod­nie z nią sys­tem dia­lek­tyczny wzmac­nia siłę obu kate­go­rii binar­nych, które choć są prze­ciw­stawne gene­rują się nawza­jem. Uza­sad­nie­nia te sprzy­jały inter­pre­ta­cji per­wer­sji sek­su­al­nych przez pry­zmat asce­tycz­nej tęsk­noty za cnotą i dzie­wic­twem (z czym od zawsze utoż­sa­miana była kobie­cość) jako sta­nów nie­re­al­nych i tym bar­dziej pożą­da­nych. Jak twier­dzi Geo­r­ges Bata­ille: „Pożą­damy pięk­no­ści, żeby ją zbru­kać. Pożą­damy nie dla niej samej, tylko dla rado­ści, jaką daje pew­ność, że ją pro­fa­nu­jemy.” (G. Bata­ille Ero­tyzm, Gdańsk 2007, s.140.) „Cnotę należy stale kalać, aby czy­nić ją stale obecną” (P. Klos­sow­ski, Sade mój bliźni, War­szawa 1999, s. 163. ). Sprzecz­ność leży zatem w natu­rze miło­snego upo­je­nia. Widać to już w samej  dąż­no­ści do zbli­że­nia sek­su­al­nego, która wynika z chęci zdo­by­cia, pochło­nię­cia kobiety trak­to­wa­nej przez pry­zmat ofiary. (por. Z. Bau­man, Razem. Osobno, Kra­ków 2003, s.18.) Naj­da­lej na tej ścieżce rozu­mo­wa­nia posu­nął się oczy­wi­ście Mar­kiz de Sade, dla któ­rego zbrod­nia była szczy­tem ero­tycz­nego pod­nie­ce­nia. W książ­kach pisa­nych w lochach pary­skiej Basty­lii de Sade dał wyraz swej  wyobraźni kore­lu­jąc nie­win­ność i dzie­wic­two  z sek­su­alną per­wer­sją i mor­dem rytu­al­nym. (por. D.A.F. de Sade, Sto dwa­dzie­ścia dni Sodomy, Ofi­cyna wydaw­ni­cza mireki) Pierre Klos­sow­ski inter­pre­tuje jed­nak postawę de Sade’a przez pry­zmat „podraż­nio­nej męsko­ści”, twórcy nie­zwy­kle wraż­li­wego i na swój spo­sób roman­tycz­nego, który odkry­wa­jąc, że tęskni za nie­moż­li­wym mści się na swoim stwo­rze­niu. Według Klos­sow­skiego naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nym atry­bu­tem pisar­stwa Mar­kiza jest pota­jemna dąż­ność do czy­sto­ści i dzie­wic­twa, która wyziera zza ofi­cjal­nych bluź­nierstw, plu­gastw i zło­rze­czeń. (por. P. Klos­sow­ski, Sade mój bliźni, op. cit., s.160.)

[36]   J. Bau­dril­lard, O  uwo­dze­niu, op. cit., s. 18-19.

[37]   G. Dech, Poca­łu­nek kró­lewny. Pro­blem męż­czyzn, op. cit., s.35.

[38]   por. Z. Skrok, Wyście z kamien­nego świata,  War­szawa 1986, głów­nie roz­dział: Wenus epoki kamien­nej;  E. Morin, Zagu­biony para­dyg­mat – natura ludzka, s 136-137; C. Levi-Strauss Antro­po­lo­gia struk­tu­ralna, T. 1, War­szawa 2000.

[39]   M. Foucault, Histo­ria sek­su­al­no­ści, War­szawa 1995  s. 22-51; P. Dybel, Zagadka „dru­giej płci”. Spory wokół róż­nicy sek­su­al­nej w psy­cho­ana­li­zie i w femi­ni­zmie, Kra­ków 2006, s. 75-76.

[40]   G. Kubiń­ski, Naro­dziny pod­miotu wir­tu­al­nego. Nar­ra­cja. Dys­kurs. Deisis,  Kra­ków 2008, s. 175.

[41]   M. McLu­han, Zro­zu­mieć media. Prze­dłu­że­nie czło­wieka, War­szawa 2004, s. 81-87.

[42]   Por. J. Szy­łak, Gra cia­łem. O obra­zach kobiet w kul­tu­rze współ­cze­snej, Gdańsk 2002. s.11.