Czym jest Unia Europejska? - analiza propozycji Jadwigi Staniszkis

Główne tezy ostat­nich ksią­żek Jadwigi Sta­nisz­kis wpi­sują się w kate­go­rie kry­zysu struk­tur decy­zyj­nych Unii Euro­pej­skiej wywo­ła­nych zmierz­chem hie­rar­chicz­nych i domi­na­cją sie­cio­wych rela­cji spo­łecz­nych cha­rak­te­ry­zu­ją­cych się dużą zło­żo­no­ścią. Dużym atu­tem tych prac jest odwo­ła­nie się do insty­tu­cji funk­cjo­nu­ją­cych w UE (Euro­pej­ski Try­bu­nał Spra­wie­dli­wo­ści) oraz usta­leń Trak­tatu Lizboń­skiego. Sta­nisz­kis zaj­muje się pro­ce­sem, który można nazwać glo­ba­li­za­cją struk­tu­ralną, i zarówno Antro­po­lo­gia wła­dzy. Pomię­dzy Trak­ta­tem Lizboń­skim a kry­zy­sem, jak i Wła­dza glo­ba­li­za­cji zaj­mują się tym sto­sun­kowo rzadko opi­sy­wa­nym przez teo­re­ty­ków glo­ba­li­za­cji nur­tem. Nurt ten ana­li­zuje zja­wi­sko wza­jem­nego nakła­da­nia się na sie­bie struk­tur spo­łecz­nych i decy­zyj­nych pocho­dzą­cych z róż­nych kul­tur, zakąt­ków kuli ziem­skiej i róż­nych faz roz­woju kapi­ta­li­zmu (wraz z towa­rzy­szą­cym im róż­nym pozio­mem roz­woju gospo­dar­czego, tech­no­lo­gicz­nego), co powo­duje wza­jemną nie­przy­sta­wal­ność struk­tur – asy­me­trię racjo­nal­no­ści. Kon­se­kwen­cją pro­cesu jest z jed­nej strony włą­cza­nie gospo­da­rek kra­jów pół­pe­ry­fe­ryj­nych (takich jak Pol­ska) w zasięg oddzia­ły­wa­nia ryn­ków i ośrod­ków aku­mu­la­cji państw roz­wi­nię­tych i pra­co­wa­nie na ich rzecz (co okre­śla Sta­nisz­kis mia­nem prze­mocy struk­tu­ral­nej); z dru­giej zaś nara­sta­jący sto­pień cha­osu, roz­pro­sze­nia i nie­przy­sta­wal­no­ści. Wykład­nia ta posiada zna­cze­nie z punktu widze­nia okre­śla­nia stra­te­gii funk­cjo­no­wa­nia jed­nostki poli­tycz­nej w glo­bal­nym świe­cie. Wszystko zależy od jej ini­cja­tywy. Zda­nie się przez nią na bez­i­mienne struk­tury UE kon­ser­wuje jedy­nie już ist­nie­jące dys­pro­por­cje spo­łeczne pomię­dzy pań­stwami i gru­pami spo­łecz­nymi. Klu­czem do wyj­ścia z zaklę­tego kręgu ubó­stwa bądź grupy państw dru­giej kate­go­rii jest „reflek­syjne zarzą­dza­nie” – zdol­ność do samo­or­ga­ni­za­cji, orien­ta­cji na sie­bie (self-referentiatity). W sfe­rze unij­nej post-polityki kon­trola jed­nych państw nad innymi zastę­po­wa­nia jest przez kon­trolę nad samym sobą, przez co rozu­mie się ini­cja­tywę na rzecz reali­za­cji aktyw­nych stra­te­gii przy­sto­so­waw­czych opar­tych na wyko­rzy­sta­niu kapi­tału spo­łecz­nego. Z postu­la­tem tym należy wią­zać ini­cja­tywy na rzecz zacho­wa­nia, a może gene­ro­wa­nia wła­snej tożsamości.

Zmierzch euro­pej­skiego uniwersum

Główne tezy autorki oscy­lują wokół ana­lizy zmierz­chu podej­ścia uni­wer­sa­li­stycz­nego w UE wraz z towa­rzy­szą­cym mu uję­ciem nor­ma­tyw­nym i pla­toń­skim dyk­ta­tem idei. Współ­cze­sna Europa ulega za to wpły­wom kul­tury dale­ko­wschod­niej i jej syn­kre­ty­zmowi. Stąd pisze autorka o logice wie­lo­war­to­ścio­wej. Z dru­giej zaś strony inspi­ra­cją dla nowych mecha­ni­zmów wła­dzy może być także Ary­sto­te­le­sow­ska kon­cep­cja pań­stwa jako zbioru rela­cji bądź kon­cep­cja „gry w kule” Miko­łaja z Kuzy.

Zanim jed­nak doszło do tego wie­ko­pom­nego, choć doko­nu­ją­cego się w spo­sób cichy i nie­wi­doczny prze­obra­że­nia w efek­cie któ­rego to przy­pad­kowe „odbi­cia kul” zaczęły decy­do­wać o naszym losie Europa ule­gała sil­nym inkli­na­cjom uni­wer­sa­li­stycz­nym. Wpierw był to uni­wer­sa­lizm chrze­ści­jań­ski, póź­niej zaś świecki, laicki, libe­ralny wyzna­czony  oświe­ce­niową wiarą w czło­wieka, postęp, hasła huma­ni­tarne. I wła­śnie reali­za­cja postępu była moż­liwa dzięki insty­tu­cjom pań­stwo­wym oraz pozy­ty­wi­stycz­nemu sys­te­mowi praw­nemu, który miał cha­rak­ter zamknięty, i któ­rego głów­nym wyznacz­ni­kiem legal­no­ści była wewnętrzna, for­malna nie­sprzecz­ność, uwa­run­ko­wana kano­nem logiki dwu­war­to­ścio­wej. Stał za tym webe­row­ski para­dyg­mat racjo­nal­nej, linio­wej biurokracji.

Dys­ku­sja wokół tego czy Europa ku cze­muś zmie­rza wciąż oczy­wi­ście trwa. Gene­ral­nie jed­nak, zwy­cięża kon­cep­cja Europy jako dyna­micz­nego pro­cesu, a nie stanu doce­lo­wego; pro­cesu, który ma cha­rak­ter otwarty, toczy się, ale nie wia­domo za bar­dzo w jakim kie­runku. Stąd pra­wo­dawcy nie mogą za bar­dzo dojść do prze­ko­na­nia czym jest UE. W miej­sce uni­wer­sa­li­stycz­nych rosz­czeń wkra­cza plu­ra­lizm i rela­ty­wizm. 

Nie­okre­ślo­ność porządku praw­nego UE

W sys­te­mie praw­nym Unii prze­staje obo­wią­zy­wać zasada słusz­no­ści, która była fun­da­men­tem prawa rzym­skiego, co powo­duje, że prawo prze­staje mieć cha­rak­ter dydak­tyczny. Traci na tym jego spój­ność. Sta­nisz­kis defi­niuje porzą­dek prawny UE jako skom­pli­ko­waną, pełną napięć, ruchomą kon­struk­cję opartą na nie­ustan­nej samo­or­ga­ni­za­cji. UE rezy­gnuje z postu­latu ujed­no­li­ce­nia struk­tur wpro­wa­dza­jąc wie­lość spo­so­bów ist­nie­nia prawa dosto­so­waną do indy­wi­du­al­nych kra­jów, kon­tek­stów, sytu­acji. Unia dostar­cza jedy­nie warun­ków brze­go­wych. W zasa­dzie to jed­nak Unia niczego nie dostar­cza, a tym bar­dziej nie narzuca, choćby miała to być jakaś plu­ra­li­styczna demo­li­be­ralna hybryda. Doko­nuje to się odwrot­nie - to same kon­tek­sty gene­rują pre­ce­densy i orze­cze­nia będące odbi­ciem indy­wi­du­al­nych kon­fi­gu­ra­cji stan­dar­dów, norm i pro­ce­dur. Prze­miana ta wie­dzie do pod­wa­że­nia roli pro­ce­sów poli­tycz­nych na forum UE oraz wzro­stu zna­cze­nia admi­ni­stra­cji. Koniecz­ność podej­mo­wa­nia szcze­gó­ło­wych roz­strzy­gnięć wyni­ka­ją­cych z inter­pre­ta­cji ogól­nych dyrek­tyw, które są nie­zro­zu­miałe dla oby­wa­teli powo­duje, że realne decy­zje podej­mo­wane są przez olbrzymi, wie­losz­cze­blowy „kor­pus urzęd­ni­czy” sprzę­żony z sys­te­mami eksperckimi.

Pro­ces ten ana­li­zuje autorka na przy­kła­dzie zapi­sów Trak­tatu Lizboń­skiego, Karty Praw Pod­sta­wo­wych oraz upraw­nień Try­bu­nału Spra­wie­dli­wo­ści. Sys­tem UE mnoży okresy przej­ściowe, wyjątki, pre­ce­densy, zawie­sze­nia obo­wią­zy­wa­nia okre­ślo­nych pro­ce­dur, gene­ruje moż­li­wo­ści dopa­so­wa­nia pro­ce­dur do kon­kret­nych sytu­acji, sto­suje też dla tej samej sprawy różne algo­rytmy. Sytu­acja wie­lo­ści sposobów/poziomów ist­nie­nia unij­nego prawa stwa­rza duże pole manewru dla indy­wi­du­al­nych roz­strzy­gnięć, znaj­du­ją­cych się w gestii apa­ratu urzęd­ni­czego, co okre­śla Sta­nisz­kis mia­nem mani­pu­lo­wa­nia nie­okre­ślo­no­ścią. Prze­obra­że­nie obej­muje sys­tem sądow­nic­twa. Autorka ana­li­zuje zwłasz­cza wpro­wa­dze­nie do prak­tyki unij­nej zasady insti­tu­tio­nal reform liti­ga­tion, w ramach któ­rej Euro­pej­ski Try­bu­nał Spra­wie­dli­wo­ści (podob­nie jak dzia­łają sądy w USA) wydaje głów­nie orze­cze­nia będące kon­se­kwen­cją spo­rów oby­wa­teli z ich wła­snymi pań­stwami, co stwa­rza szanse dla roz­woju róż­nych nie­za­leż­nych oddol­nych ini­cja­tyw oby­wa­tel­skich. Sądy nie tyle stoją na straży prze­strze­ga­nia ist­nie­ją­cego porządku praw­nego, co stają się ini­cja­to­rami zmian prawa.

Dla ana­lizy tego pro­cesu autorka odwo­łuje się także do wykładni pro­cesu dia­lek­tycz­nego  pozba­wio­nego jed­nak syn­tezy, czyli stanu doce­lo­wego. TL opiera się na syn­kre­ty­zmie i para­dok­sal­nej dia­lek­tyce bez syn­tezy, - pisze Sta­nisz­kis - z nie­re­du­ko­wal­nymi napię­ciami mię­dzy rów­no­le­głymi, uzna­wa­nymi za rów­no­prawne sys­te­mami norm. Zgod­nie z tym uza­sad­nie­niem zgło­szony na forum EU pro­blem (temat) wędruje pomię­dzy sprzecz­no­ściami od komi­sji do komi­sji, od orze­cze­nia do orze­cze­nia bez finału, prze­cho­dzi swoje fazy i wciąż ewo­lu­uje. W efek­cie pro­ces wydłuża się w nie­skoń­czo­ność, gdyż zgod­nie z dale­ko­wschod­nią onto­lo­gią czasu – trwa­nie, pro­ce­su­al­ność, zło­żo­ność, sekwen­cyj­ność jest jego istotą. Zgod­nie z zasa­dami współ­cze­snej semio­tyki klu­czem nie jest bowiem roz­wią­za­nie pro­blemu lecz jego obec­ność w prze­strzeni publicz­nej, co powo­duje, że temat jest żywy bo wciąż się o nim dyskutuje.

 Unia Euro­pej­ska a władza

Odej­ście od nor­ma­tyw­nej wykładni prawa można ana­li­zo­wać przez pry­zmat zmierz­chu kate­go­rii suwe­ren­no­ści wła­dzy. Wedle Sta­nisz­kis roz­strzy­gnię­cia UE nie są już domeną poli­ty­ków, lecz sce­do­wane zostały na decy­zjach urzęd­ni­czych, a te dosto­so­wane są do indy­wi­du­al­nych przy­pad­ków, zako­rze­nio­nych w lokal­nych toż­sa­mo­ściach. For­ma­li­za­cja wkra­cza do tych indy­wi­du­al­nych, dotąd regu­lo­wa­nych zwy­cza­jowo par­ty­ku­lar­no­ści, pod­czas gdy wyco­fuje się z okre­śla­nia stan­dar­dów uni­wer­sal­nych. Wygląda to w ten spo­sób, że przy­pad­kowe orze­cze­nia, roz­strzy­gnię­cia, będące odpo­wie­dzią na kon­kretne potrzeby spo­łeczne zyskują sta­tus best prac­tise, pod­czas gdy za bar­dzo nawet nie wia­domo jakie są kry­te­ria przy­zna­wa­nia tego sta­tusu. Przy­kła­dem może być euro­pej­ska poli­tyka wspie­ra­nia róż­no­rod­no­ści, lokal­no­ści, toż­sa­mo­ści kul­tu­ro­wych, indy­wi­du­al­nych sty­lów życia, grup mniej­szo­ścio­wych, orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych o naj­róż­niej­szych celach, o ile tylko zdo­łają one zain­te­re­so­wać sobą admi­ni­stra­cje odpo­wie­dzialne za pomoc spo­łeczną bądź dys­try­bu­cję fun­du­szy unij­nych. Bra­kuje jed­nak jakich­kol­wiek wytycz­nych ogól­nych choćby w zakre­sie poli­tyki gospo­dar­czej UE, czego potwier­dze­niem jest płytki i tech­no­kra­tyczny cha­rak­ter cyto­wa­nej już Stra­te­gii Lizboń­skiej, podob­nie jak całego modelu gospo­darki opar­tej na wiedzy.

Choć autorka wprost nie poru­sza tego zagad­nie­nia cie­ka­wym byłoby prze­ba­da­nie w tym kon­tek­ście zależ­no­ści pomię­dzy ana­li­zo­waną przez Sta­nisz­kis struk­tu­ralną zło­żo­no­ścią Unii Euro­pej­skiej a nie­spo­ty­ka­nym nigdy dotąd w dzie­jach roz­ro­stem biu­ro­kra­cji, który dławi insty­tu­cje unijne. W potocz­nym rozu­mie­niu biu­ro­kra­cję koja­rzy się z dużymi pre­ro­ga­ty­wami wła­dzy i bra­kiem rynku. Jako anti­do­tum na biu­ro­kra­cję pro­pa­guje się wolny rynek i spo­łe­czeń­stwo oby­wa­tel­skie z dużą rolą ini­cja­tyw oddolnych.

W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak biu­ro­kra­cję powo­duje wła­śnie brak, a nie nad­miar wła­dzy, podob­nie jak nad­miar regu­la­cji doty­czą­cych funk­cjo­no­wa­nia spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skiego. Wła­dza ma bowiem cha­rak­ter zewnętrzny wzglę­dem wspól­noty, gdyż odwo­łuje się ona do jakie­goś zewnętrz­nego kry­te­rium słusz­no­ści. To dla­tego czę­sto pro­jek­to­dawcy pró­bo­wali ją wypo­sa­żyć w boskie sank­cje. Brak jed­no­li­tej wła­dzy sto­ją­cej na straży uni­wer­sal­nych zasad powo­duje decen­tra­li­za­cję, jed­nak nie tylko i nie tyle ini­cja­tyw oby­wa­tel­skich, co samych pro­ce­dur, które wyzwo­lone od zewnętrz­nych naka­zów słusz­no­ści i towa­rzy­szą­cej im hie­rar­chii norm mogą teraz się mno­żyć w nie­skoń­czo­ność, w zależ­no­ści od spo­łecz­nych potrzeb i zgod­nie z pra­wami Par­kin­sona żyć wła­snym życiem. Za biu­ro­kra­cję i rygor admi­ni­stra­cyjny odpo­wie­dzialna jest glo­ba­li­za­cja struk­tur admi­ni­stra­cyj­nych wraz z towa­rzy­szącą jej asynchronią.

Co prawda, świa­do­mość spo­łeczna (a także opi­nia publiczna) wciąż postrzega ota­cza­jący nas świat w kate­go­riach czyn­ni­ków wła­dzy, a postrze­ga­nie to, wydaje się, że wręcz nara­sta. Z reguły nasze pro­blemy skłonni jeste­śmy postrze­gać przez pry­zmat czy­ichś inte­re­sów bądź inten­cji (także tych szla­chet­nych o pod­łożu nor­ma­tyw­nym), które w spo­sób jawny bądź ukryty zawarte są w unij­nych decy­zjach, pro­jek­tach, orze­cze­niach, roz­strzy­gnię­ciach. Doszu­ku­jemy się zatem jaw­nych bądź ukry­tych mecha­ni­zmów władzy.

Z podob­nych powo­dów wiele śro­do­wisk poli­tycz­nych w Pol­sce skłon­nych jest doszu­ki­wać się w UE insty­tu­cji zagra­ża­ją­cej suwe­ren­no­ści naro­do­wej, która stop­niowo posze­rza zakresy wła­snych kom­pe­ten­cji ewo­lu­ując skry­cie w kie­runku fede­ra­cji czyli zin­te­gro­wa­nej ponadna­ro­do­wej wła­dzy w stylu Sta­nów Zjed­no­czo­nych Europy. Zgod­nie z tym rozu­mo­wa­niem Trak­tat Lizboń­ski pod płasz­czem haseł o wol­no­ści, rów­no­ści i bra­ter­stwie ogra­ni­cza kom­pe­ten­cje kra­jowe i sprzyja reali­za­cji okre­ślo­nych inte­re­sów poli­tycz­nych. Wedle Sta­nisz­kis jest dokład­nie odwrot­nie: UE nie jest już w sta­nie odwo­łać się do żad­nego wspól­nego poli­tycz­nego mia­now­nika, choćby miał to być mia­now­nik odwo­łu­jący się do praw oby­wa­tel­skich, tych z duchu rewo­lu­cji fran­cu­skiej. W ten­den­cji tej autorka postrzega powrót do rela­ty­wi­zmu kul­tu­ro­wego sprzed ukształ­to­wa­nia się w Euro­pie ten­den­cji uni­wer­sa­li­stycz­nych. Unia to jedy­nie pro­ce­du­ralna machina pozba­wiona woli poli­tycz­nej. Jak w ana­li­zie rynku Hay­eka - kon­flikt inte­re­sów nie jest bowiem skut­kiem arbi­tral­nych decy­zji, lecz sta­nowi natu­ralny i auto­ma­tyczny rezul­tat napię­cia, gdy unijna gra została wyzwo­lona od cen­trum. Być może (…) wła­dza ist­nieje już tylko jako zało­że­nie (samo­spraw­dza­jąca prze­po­wied­nia) w umy­słach samych oby­wa­teli  – kon­klu­duje Staniszkis.

Zako­rze­nie­nie w umy­słach oby­wa­teli jest jed­nak silne i bar­dzo suge­stywne. Z jed­nej strony narze­kamy na domi­na­cję inte­re­sów państw sil­niej­szych w UE (jak Niemcy), z dru­giej zaś wła­śnie w Unii widzimy ostatni try­bu­nał spra­wie­dli­wo­ści, do któ­rego można się odwo­łać gdy gdzieś na świe­cie dzieje się niesprawiedliwość.

Nie­stety oba punkty widze­nia są nie­praw­dziwe. Według Sta­nisz­kis na naszych oczach obser­wu­jemy zmierzch datu­ją­cej się na czasy rzym­skie zasady, w myśl któ­rej prawo odwo­łuje się do jakiejś zasady słusz­no­ści. Można by powie­dzieć, iż  prawo (i sto­jące na jego straży insty­tu­cje unijne) jest jedy­nie zwier­cia­dłem, kabiną pogło­sową bez­wied­nie odbi­ja­jącą docho­dzące do niego głosy. Para­dok­sal­nie jed­nak wła­śnie odej­ście od tej zasady daje szansę róż­nym nie­za­leż­nym, oddol­nym ini­cja­ty­wom zaist­nie­nia w prze­strzeni euro­pej­skich insty­tu­cji, o ile tylko odwo­ły­wać się będą one do jakiś nośnych spo­łecz­nie tema­tów. Daje też szansę jak dotąd wyklu­czo­nym pań­stwom i gru­pom spo­łecz­nym, prze­ko­na­nym jesz­cze o wła­snej misji, że gło­szona przez nich prawda może zawład­nąć euro­pej­ską prze­strze­nią spo­łeczną, o ile tylko wypo­sa­żona jest w odpo­wied­nio silną auto-motywację.

Róż­no­rod­ność kul­tur i nowy neokolonializm

Oce­nia­jąc doko­nu­jące się prze­obra­że­nia na grun­cie toż­sa­mo­ści współ­cze­sna Europa ulega sil­nemu mul­ti­kul­tu­ra­li­mowi, co należy postrze­gać nie tyle przez pry­zmat utwo­rze­nia jakiejś syn­kre­tycz­nej hybrydy, co zwięk­sze­nia rangi róż­no­rod­no­ści. To dobry grunt dla roz­woju roz­ma­itych toż­sa­mo­ści etnicz­nych, naro­do­wych, ide­olo­gicz­nych, także tych o cha­rak­te­rze sil­nym, fun­da­men­tal­nym. We współ­cze­snej UE powstają wyspy obo­wią­zy­wa­nia prawa rodzin­nego i mająt­ko­wego medio­wa­nego przez okre­śloną wspól­notę i unijne prawo zachęca do powsta­wa­nia takich wspól­not. Skoro bowiem insty­tu­cje unijne nie odwo­łują się już do żad­nych uni­wer­sal­nych war­to­ści ludzie szu­kają opar­cia i schro­nie­nia przed glo­ba­li­za­cją w małych wspól­no­tach, gdzie  znaj­dują się wśród ludzi podob­nie myślą­cych, a takiego poczu­cia pew­no­ści nie daje już im żadna euro­pej­ska jed­ność. Autorka ana­li­zuje w tym kon­tek­ście zja­wi­sko swo­istego neo­ko­lo­nia­li­zmu w myśl któ­rego unia lega­li­zuje normy spoza sys­temu war­to­ści domi­nu­ją­cego w tra­dy­cji danego kraju. W prze­ci­wień­stwie jed­nak do daw­nych prak­tyk kolo­nial­nych aktu­al­nie to pań­stwa zachod­nie zmu­szane są do doko­ny­wa­nia selek­cji ich wła­snej tra­dy­cji i sys­temu praw­nego pod kątem zgod­no­ści z pra­wem lud­no­ści migru­ją­cej do nich z dotych­cza­so­wych pery­fe­rii – zwłasz­cza wspól­not muzuł­mań­skich. Rolą Unii, a zwłasz­cza Try­bu­nału Spra­wie­dli­wo­ści staje się media­cja na linii państwo-obywatel, pod­czas gdy ten drugi repre­zen­tuje z reguły węż­szą wspól­notę. Przy­kła­dem tej ten­den­cji może być np. ini­cja­tywa na rzecz uzna­nia Sza­riatu w pra­wie rodzin­nym dla wybra­nych grup na tere­nie Anglii. Jak kon­klu­duje Sta­nisz­kis: odrzu­ce­nie w TL zasady hie­rar­chi­za­cji norm i rów­no­cze­sne lega­li­zo­wa­nie norm sprzecz­nych, połą­czone z koop­to­wa­niem (i czę­sto – eta­ty­zo­wa­niem) wspól­not fun­da­men­ta­li­stycz­nych – może stwo­rzyć bar­dzo opre­syjną całość. Warto się przy­glą­dać owej, kształ­tu­ją­cej się na naszych oczach, anty­no­micz­nej cało­ści (z prze­ci­wień­stwami pozor­nie wal­czą­cymi ze sobą, ale de facto pro­du­ku­ją­cymi się  nawza­jem), bo być może to będzie wła­śnie fun­da­ment przy­szłych form życia spo­łecz­nego (i form kon­troli) w UE.

Zakoń­cze­nie

Zapro­po­no­wana przez Sta­nisz­kis wizja Europy dopro­wa­dza do końca pro­ce­su­alną wykład­nię UE, w myśl któ­rej nie ma ona nic wspól­nego z orga­ni­za­cją wypo­sa­żoną we wła­sną wizję, na straży któ­rej stoją jakieś czyn­niki wła­dzy. To Europa dyna­miczna, płynna i modu­larna z ogromną liczbą zmien­nych, Europa wielu kon­ku­ru­ją­cych ze sobą toż­sa­mo­ści. Taka wykład­nia każe nam prze­war­to­ścio­wać nasze dotych­cza­sowe przy­zwy­cza­je­nia. Nie jest prawdą, że UE dry­fuje w stronę Sta­nów Zjed­no­czo­nych Europy, z czym wiąże się zagro­że­nie dla nie­pod­le­gło­ści Pol­ski. Jest dokład­nie odwrot­nie, choć nie zna­czy to, że nasza sytu­acja jest w związku z tym bar­dziej korzystna. UE staje się wehi­ku­łem reali­za­cji par­ty­ku­lar­nych inte­re­sów jed­nost­ko­wych - naro­do­wych, etnicz­nych, regio­nal­nych bądź innych zgła­sza­nych przez jed­nostki bądź grupy obywatelskie.

Zarówno we Wła­dzy glo­ba­li­za­cji, jak i Antro­po­lo­gii wła­dzy ważną rolę odgrywa pod­kre­śle­nie koniecz­no­ści podej­mo­wa­nia dzia­łań poli­tycz­nych na rzecz zapew­nie­nia odpo­wied­niej pozy­cji jed­nostki poli­tycz­nej w świe­cie. Autorka defi­niuje je przez pry­zmat czuj­no­ści, orien­ta­cji na sie­bie (self-referentiatity), zdol­no­ści do samo­or­ga­ni­za­cji, zdol­no­ści do ogar­nię­cia cało­ści sys­temu bądź do zacho­wa­nia ste­row­no­ści,  bowiem to my sami, a nie inne „wro­gie” pań­stwa, jak było dotych­czas, posia­damy klucz do sytu­acji. Wycho­dząc z tego punktu widze­nia istotna byłaby umie­jęt­ność wyko­rzy­sta­nia swo­ich wad jako zalet, jak to uczy­niły np. Chiny, które z kraju zaco­fa­nego stały się mocar­stwem gospo­dar­czym świata. Cho­dzi o umie­jęt­ność prze­orien­to­wa­nia zaso­bów danego kraju na rzecz pracy dla ryn­ków szer­szej skali.

Jadwiga Sta­nisz­kis pozy­tyw­nie oce­nia nowa­tor­ską for­mułę wła­dzy i roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów zasto­so­waną w UE dostrze­ga­jąc w niej szansę powrotu do zapo­mnia­nych wzor­ców kul­tury oby­wa­tel­skiej. Trudno jed­nak wyro­ko­wać skąd autorka czer­pie swój opty­mizm. Opi­sy­wana przez Sta­nisz­kis struk­tu­ralna zło­żo­ność wie­dzie do roz­my­cia kry­te­riów decy­zyj­nych, impli­kuje biu­ro­kra­cję i admi­ni­stra­cyjny chaos. W sys­te­mie praw­nym UE przy­padki i sytu­acje wyjąt­kowe zastę­pują normy gdyż tych ostat­nich nikt już nie ma odwagi sfor­mu­ło­wać. Żyjemy w klesz­czach przy­padku, co zna­czy, że znaj­du­jemy się na okrę­cie pozba­wio­nym ster­nika. Ponadto naszki­co­wana wizja choć reali­styczna jawi się dosyć smutna, pozba­wiona poli­tycz­nej i ide­owej nośno­ści. Spo­łe­czeń­stwa, które za wszelką cenę pra­gną jedy­nie bez­pie­czeń­stwa, syto­ści i wyso­kiej jako­ści życia pozba­wiają się kul­tu­ro­wej wital­no­ści i nawy­ków obronnych.

Inna sprawa doty­czy faktu, czy na sku­tek nara­sta­ją­cych obiek­tyw­nie pro­ce­sów glo­ba­li­za­cyj­nych (wraz z ich struk­tu­ralną zło­żo­no­ścią) jaka­kol­wiek inna rze­czy­wi­stość poli­tyczna jest jesz­cze moż­liwa. Wycho­dząc z tego punktu widze­nia  rozu­miem zasto­so­wany przez Sta­nisz­kis zabieg zmie­rza­jący do ucy­wi­li­zo­wa­nia i odcza­ro­wa­nia demo­nicz­nego sys­temu UE oraz zachę­ce­nia Pola­ków, aby brali sprawę w swoje ręce orga­ni­zu­jąc się w różne grupy naci­sku. Współ­cze­sna UE sta­nowi dobre pod­łoże dla roz­woju nie­za­leż­nych ini­cja­tyw sto­ją­cych na straży róż­nych inte­re­sów i toż­sa­mo­ści, w tym naro­do­wych. Pro­blem poja­wia się zatem w momen­cie, gdy myślimy o Euro­pie jako spój­nym kon­struk­cje poli­tycz­nym, wypo­sa­żo­nym w jakąś wizję dzia­ła­nia, bo na sku­tek obiek­tyw­nych prze­obra­żeń cywi­li­za­cyj­nych zwią­za­nych ze „zmierz­chem wiel­kich nar­ra­cji” i towa­rzy­szą­cych im ujęć cało­ścio­wych i sys­te­mo­wych samo wyobra­że­nie takiej wizji staje się trudne, jeżeli nie niemożliwe.

Michał Gra­ban